wtorek, 28 kwietnia 2009

Szesnastolatek :)

...że niby taki gorący kwiecień to rzadkość? I nikt podobnego nie pamięta? A ja wprost przeciwnie. Dokładnie szesnaście lat temu kwiecień nie był plecień, było samo „lato”. Chodziliśmy z Markiem po ukwieconych łąkach, a pod moją kolorową sukieneczką (w kwiatki zresztą), bujał się w brzuszku nasz pierwszy syn.
Dziś kończy 16 lat.
Dlatego tak doskonale pamiętam majowy kwiecień A.D. 1993.
Co roku wyciągam pamiątkowe pierwsze śpioszki Michała, plastikowe identyfikatory z rączek... kartki pisane do mnie przez Marka, mamę, znajomych. To był czas gdy na oddziałach położniczych odwiedzający byli utożsamiani z chodzącym, olbrzymim zarazkiem :) , telefony komórkowe nie istniały. Wstęp surowo wzbroniony! Brrr...
Michał ma ubaw, my z Markiem chwile wzruszających wspomnień...
Szczęścia Synku!

***

Rano pod lampą (14. z kolei PUVA) ćwiczyłam świadome oddychanie techniką przekazaną nam przez Jolę na warsztatach psychologicznych „Jak radzić sobie ze stresem”: wtłaczanie i wyciskanie powietrza do/z płuc z pomocą wizualizacji (dłonie w ruch!).
Od warsztatów minęło kilka dni. To dobry czas aby uporządkować zdobytą wiedzę i nabyte umiejętności. W sumie wszystko znane, ale podczas zajęć miałam szansę nad wieloma sprawami przystanąć, zapukać do drzwi z napisem „Agusia” i poprzyglądać się zastanemu tam obrazkowi. Mam świadomość, że jednorazowe zajęcia nie spowodują diametralnych zmian, ale zawsze to krok do przodu.
Bagatelka: Umiejętne spojrzenie na spotykające nas trudności, to być może klucz do pokonania stresu. Ale jestem mądra co ;)
Dla mnie – naczelnej stres_women cenne było poznanie technik rozładowywania napięcia w sytuacjach podbramkowych. Ćwiczenia zaproponowane przez Jolę zmuszały do zajrzenia w głąb siebie.

„Nie zapinaj planów na ostatni guzik. Daj sobie margines.”

Z warsztatów psychologicznych wyjęłam dla siebie to zdanie.
Dziękuję Ci Jolu za nie :)

piątek, 24 kwietnia 2009

Jutro

O niemiłosiernie nieprzyzwoitej porze, jak na sobotę – punkt 6.00!!! – śmigamy jutro w kierunku Wawy. Po drodze musimy odstawić chłopaków do Babci Marka, no i azymut na Warsztaty pt. „Jak żyć z łuszczycą”. W sumie... to wiem „jak” ;), ale nie zaszkodzi wiedzieć więcej i lepiej :P dlatego jadę.
Powinnam już dawno spać, bo pobudka przed 5 rano, ale wciąż pod powiekami, anielsko–sielsko ścielą się mi widoki... z naszej wiejskiej działki.
Życie jest piękne.
Dlaczego to tak banalnie brzmi, a nie banalnie się toczy?

wtorek, 21 kwietnia 2009

Póki co milkną

Coś chciałam kilka dni temu wpisać, ale nie wszystko się da...
Nie potrafiłam...

dlatego cisza...

––––––––––––––––––
Już niedługo takie (między innymi) będę miała widoki z okien...


... a jak podejdę bliżej to taki:


Kiedy podchodzi się blisko bociana, ten nie odlatuje przestraszony. Tylko wielce zadziwiony odwraca się zadkiem i dumnie kroczy kilka bocianich kroków dalej – od durnej baby z aparatem w łapie.

środa, 15 kwietnia 2009

[']

„Życie choć piękne tak kruche jest.
Wystarczy jedna chwila, by zgasić je.”

Golden Live


Pachnie pięknie.
Czym?
Zielenią. Słońcem. Wiatrem. Powietrzem. Fioletem fiołków. Bielą stokrotek. ... i żółcią żonkili. Chłonę widok oprószonych zielenią drzew.
Słońce! Słońce!
Niebo! Niebo!
Ziemia! Ziemia!

Pachnie pięknie.
Czym?
ŻYCIEM!!! ŻYCIEM!!! ŻYCIEM!!!

Wczoraj w bezsensownym wypadku takie właśnie ŻYCIE straciła młodziutka żona naszego kolegi.
Opadłam z sił. Choć czuję w sobie piękno siły ŻYCIA, to opadłam z sił... Omdlałam porażona tym... Tak trudno jest zrozumieć i jakoś poskładać...

Boże... daj siłę tym co pozostali...
I dlaczego? No dlaczego?

sobota, 11 kwietnia 2009

Kurczak w galarecie i Alleluja!

Niby mówią gdzie kucharek sześć, tam nie ma co jeść, a u mnie było odwrotnie. W kuchni przez chwilę królowała Jola, która postanowiła wreszcie zdradzić mi swą silnie strzeżoną tajemną tajemnicę, jak sprawić kurczaka, by wyszła zeń boooska rolada w galarecie z pietruszką i czosnkiem. Obiecałam, że udekoruję już sama :] Co uczyniłam w dzień kolejny, bo rolada musiała przez noc cała stygnąć i tężeć – przygnieciona bidulka, np. pięciolitrowym baniaczkiem z wodą.
A poza tym mazurki, faszerowane jajka, koszyczek ze święconką i... Takie Tam Piękne Sprawy :)
Wesołego Alleluja!

poniedziałek, 6 kwietnia 2009

Witaj wiosno!

Wiosno – zwracam ci honor :)
Kilka dni temu, gdy podróżowaliśmy samochodem na trasie z miasta P do miasta D, zobaczyłam namacalne, ulubione przeze mnie pewniki (bo już nie zwiastuny) wiosny.
Bociany!
Najpierw w jednym gnieździe – stoi dumny. Kilka kilometrów dalej – kolejny puszy się i z dziobem zadartym lustruje z wysoka okolicę. I tak w sumie minęliśmy pięć pełnych gniazd na przestrzeni dosłownie 10 może 15 kilometrów.

A teraz niestety szara rzeczywistość pt. przedświąteczne porządki czas zacząć, ale komu by się chciało :(

Silnego, przystojnego do prac domowych pilnie zatrudnię :P
–––––DOPISANE (nie)zapracowanych chwil kilka później––––––
Jak firanki zdarte z okien to nie ma przeproś – muszę brać się za to cholerne sprzątanie wiosenne. Pewnie moje ś.p. Babcie spoglądają na mnie z góry i groźnie kiwają palcami. „Dobrze zorganizowana pani domu w Wielkim Tygodniu powinna być zajęta już tylko strawą duchową i stołem wielkanocnym”. A ja co? Dopiero rozpoczynam walkę z oknami i kurzem cichutko zimującym w odległych kącikach. Nie jestem zorganizowana, a już na pewno nie „dobrze”.
„Nieporządna gospodynia domowa” – też przecież fajnie brzmi, i... tak jakoś mniej nudno, co nie ;)
Dlatego jeszcze tu siedzę i niby tylko kawkę dla zastrzyku energii popijam. A chałupka jak pobojowisko – gołe okna, kwiaty w korytarzu czekają w kolejce pod prysznic, bo tam póki co pyszni się bycza jukka z pokoju Michała.

Yh... no dobra... już znikam :(

czwartek, 2 kwietnia 2009

Do ucha... stuk stuk

Do ucha Jagger szepcze mi Angie...
Pociąg toczy się od stacyjki do stacyjki.
Pomiędzy nimi uśpione wstęgi pól.
Wciąż jeszcze uśpione.
Powolutku suną po nich miniaturowe figurki pochylonych ludzi.
Tylko starych, spracowanych ludzi...
Słońce obnaża surową nagość ziemi.
Wciąż jeszcze surową.
Wcale nie wierzę ci wiosno.
Kłamczucho.

***

Angie...
... i po prostu absolutnie doskonałe riffy gitary Keith’a Richards’a.
Radio w fonie – fajna sprawa dla pociągowego podróżnika.

When will those clouds all disappear?