sobota, 30 maja 2009

Koniec tygodnia

... sie dziś spracowałam.
Najpierw gospodynio_kuro_domowo: naleśniki, szpinak i takie tam pomidorowe z oliwkami i czosnkiem po drodze :P, z makaronem razowym, żeby nie było to_tamto:)
Później w pracy mocno intelektualnie. Łomatko, co za męka na koniec tygodnia, gdy weekend jusz_tusz_tusz.
No i wreszcie wieczorkiem pełen relax i ... praca fizyczna... no dooobra, niech będzie, że twórcza. I oto co wyszło dla Organizatorki jutrzejszego spotkania w Puławach. Nie powiem co jest w środku butelki, bo to niespodziewanka.
Ale mam nadzieję, że zastrzeżeń nie będzie :)

poniedziałek, 25 maja 2009

Biedronka w akacji i inne

Żółte oczka w koronie biało–różowych rzęs,
zerkają zadziornie z gęstego lasu traw.
Kicnęły tam, beztroskie i mają wszystko gdzieś.
Jak im dooobrze, bezkarnie mogą leżakować i główki grzać w słońcu.
Stokrotkom stokrotnie dziękuję za darmową lekcję lenistwa. Mrau :–)
Czasami zastanawiam się skąd kasztany wiedzą, że koniecznie muszą zakwitnąć,
gdy nadchodzi matura, bo bez tego ani rusz?
A akacja, skąd wie, że wakacje tuż_tuż i czas zapachnieć kwiatami?
Rumianki rumienią się w słońcu, bezwstydnie zapanowały nad łąką, moją trasą na kije. No cudnie, serio, cudnie jest.

Gałązka akacji powędrowała ze mną do pracy.
Wstawiłam do wazonu i okazało się, że był pasażer na gapę:



Tak trwa wiosna...

środa, 20 maja 2009

Wino_zlewanie

Maj w dojrzałym rozkwicie, a my dopiero teraz znaleźliśmy czas i chęci by zrobić porządek z balonem pełnym wina. Wreszcie się udało, spotkały się dwa wolne popołudnia – moje i Marka. Poprzez niebieską rureczkę spłynęło do butelek wino gronowe A.D. 2008. Chyba jeszcze nigdy tak późno nie butelkowaliśmy. Teraz w piwnicy leżakują buteleczki pełne winnego trunku – bardziej wytrawnego niż półsłodkiego – i czekają na smakoszy.

A poniżej buteleczka ozdobiona dla pewnego Pana w podziękowaniu za... słońce jakie ma w sobie.



(»KLIK« w butelkę i normalnie pojemność wzrośnie :P)

poniedziałek, 18 maja 2009

Kolory i ja

Z tymi kolorami to dziwna sprawa.
Przechodziłam nawiedzoną fascynację „kolorami jesieni” – nic tylko mi włożyć we włos rozwiany, odarte z zieleni liście klonu. Ha, ha, ha!
Później była miłość do zielonego właśnie w każdej postaci i formie.
Po drodze – czerń z całą gamą szarości. Przeszło mi z chwilą pierwszej, świadomie przeżywanej żałoby...

Teraz nie mam pojęcia skąd, jak i dlaczego dopadł mnie CZERWONY. Nagle stałam się niesamowicie wyczulona na ten kolor. Wszędzie albo widzę albo wypatruję czerwieni.
A jak mnie najdzie na różowy :] ojojoj :D

Kiedyś skłonność do czerwonych rumieńców była powodem kompleksów. Nie cierpiałam tego koloru, nie tolerowałam go w moim otoczeniu. Co się stało, że teraz tak bardzo go pragnę, szukam, wypatruję i tęsknię?

Czerwony to kolor zwycięstwa.
Życia.
Czerwony to kolor silnych, gwałtownych emocji.
Miłości.
Nienawiści.
Krwi.
Ognia.
Władzy.
Buntu.
Szkarłat.
Rubin, granat, jaspis.
Karmin.
Erotyka.
Kolor działania. Siły. Energii.
Czerwienią czasami wschodzi i zachodzi słońce.
W twórczości Fridy Kahlo jest dużo czerwieni.
Czerwony jak cegła śpiewał Rysiek Riedel.

A może do kolorów się dojrzewa... ?

piątek, 15 maja 2009

Torebka

No to mi dziś na mózg padło. Ale czyż miłość od pierwszego wejrzenia rządzi się rozsądkiem?

Było tak:

Kupiłam dżinsy. Wyszłam ze sklepu, by grzecznie bryknąć rowerkiem do pracy. Podświadomość kazała mi zrobić w tył zwrot i wepchnęła do sklepu ze skórzanymi gadżetami.

Wchodzę.

Patrzę.

O mamuuuuuuuuuuusiuuuuuuuuuuuuuu!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!

Nawet nie zapytałam ile kosztuje.

Nawet nie zajrzałam ile ma przegródek i schowków.

Czy ma zamek i boczną kieszonkę na komórkę.

Kupiłam w ciemno.

Najpiękniejszą na świecie, mięciuteńką jak aksamit... wielką torbę z czerwonej, lakierowanej skóry.

Juhu!!!

poniedziałek, 11 maja 2009

Jak kijki to burza

Burza przyszła hałaśliwa i ulewna. Kilka kroczków z samochodu do klatki i przemokliśmy, że hej! Jak szybko przyszła, tak szybko minęła, pozostawiając po sobie tęczę rozpiętą pomiędzy blokami.
Dzwoni do mnie Graż:
– Chodź na kije, bo pachnie cudnie.
– No, ale burza!
– No, ale już przeszła.
No dobra. Dałam się skusić. Pachniało faktycznie obłędnie. Jakby zapach wiosny, zasuszony podczas ostatnich bezdeszczowych tygodni, nagle eksplodował pod wpływem wilgoci. Odurzone tym majowo_bzowym zapachem nie zauważyłyśmy, że zaczęło delikatnie coś kap_kap_kap. A potem było już tylko gorzej. Zrobiłyśmy w tył zwrot i ku uciesze mijających nas kierowców, w strugach ciepłego deszczu maszerowałyśmy sobie do domu.
Jak zmokłe kury.
I co z tego.
A bo to komuś majowy deszcz szkód narobił?

sobota, 9 maja 2009

Czasami...

Nawet dobrze się stało, że ani Graż, ani Asica nie wyrobiły się wczoraj na kije...

Zapomniałam, że czasami trzeba samemu... iść wprost na zachodzące słońce.
Oślepiało i... wzięło na siebie winę za uporczywą stróżkę łzy na policzku...

Czasami trzeba samemu...

środa, 6 maja 2009

Zadziwia mnie

Niezmiennie zadziwia mnie z jaką łatwością ludziom przychodzi ocenianie innych, powiedzenie drugiemu czegoś dlań przykrego. Że niby w tak zwanej dobrzej wierze.
Nie potrafię. Nie umiem. Nie chcę.
Jestem inna ja czy oni?
Czy doprawdy normą jest walnąć komuś wprost, bez wstępu, rozwinięcia i choćby koleżeńskich fundamentów – pryszcz ci wyskoczył, przytyłaś, włosy ci jakoś oklapły i w ogóle to chyba rzucił ci się wąsik – no coś w tym stylu?
No to ja chcę być wobec tego nienormalna.
Bo nie chce mi się wiedzieć co też to się pani „A” czy „B” we mnie nie podoba. Nie jest mi ta wiedza potrzebna. Szczególnie, kiedy osobniczki „A” i „B” są mi obojętne. Pewne sfery zarezerwowane są tylko dla przyjaciół, osób bliskich. Zasłanianie się powiedzeniem: „och, bo ja już jestem taka szczera i zawsze mówię prosto w twarz” jest mocnym nadużyciem. Ciężką woalką dla... po prostu braku taktu i wyczucia.

ps. ...no i żeby to jeszcze same jakieś gwiezdy holyłudu cholernego były :]

piątek, 1 maja 2009

Królewskie Źródła

Cudna inauguracja majówki.
A zaczęło się – oj nieciekawie – od zmylenia drogi. Kluczenie i szukanie opłacało się jednak. Spędziliśmy wspaniałe chwile w Puszczy Kozienickiej w kompleksie „Królewskie Źródła”. Ponoć podczas polowań pragnienie gasił tu swego czasu sam król Władysław Jagiełło. Teraz pomiędzy źródełkami utworzona jest piękna ścieżka dydaktyczna pełna urokliwych kładek, mostków, tarasów widokowych. Prowadzi tuż obok bobrowych żeremi. Co raz natykaliśmy się na ślady ich bytności. Razem z Anką wtulałyśmy się w drzewa by czerpać od nich pozytywną energię. Tomasz – znawca magii drzew – kazał nam szukać brzóz, buków i dębów. Oczywiście obficie poiliśmy się źródlaną wodą, która ponoć pomaga pokonać przeszkody w miłości. Póki co ani my ani Kotlety – czyli Ania i Tomasz – takowych nie posiadamy, ale cza na zimne dmuchać, więc piliśmy ;) W ujęciu jednego źródełka Maciuś odkrył taplającą się żabkę. Za nic nie chciał odejść. Czekał kiedy żaba zamieni się w królewnę. Siłą go odciągnęliśmy, a raczej uczyniła to perspektywa basenu :)
Bo tak właśnie ów dzień zakończyliśmy: basenem, pizzą i piwem :)
Niech się święci 1 maja, 2 i 3 też :) A co tam! Jak majówka, to majówka :)