środa, 30 września 2009

Yh

Tfu, tfu i przez lewe ramię – praca nad programem kabaretowym „ku_czci” idzie okejowo – prawie bezstresowo. Co już na tym etapie jest mega zaskoczeniem, ale nie chwalmy dnia przed zachodem słońca, a aktorów przed premierą :)
A kręgosłup okazał się mądry :|
Miał i nadal niestety ma prawo boleć :( Lata zaniedbań dały znać o sobie i teraz Houston, we have a problem...
Okazało się, że to nie kręgosłup głupi tylko właścicielka durnowata...

Kiedy znajdziemy się na zakręcie
co z nami będzie...

niedziela, 27 września 2009

U Hali

Mam wrażenie, że wciąż ktoś okrada mnie z co najmniej kilku godzin każdej doby. Niby wszystko robię na bieżąco – nawet z prasowaniem nie zalegam – a nieustannie gonią mnie jakieś sprawy... gdzie się nie obrócę coś leży nie załatwione, niedokończone, niedopracowane. Zaczęte – a nie sfinalizowane, przygotowane – a nie rozpoczęte.
Yh.
Boję się, że zacznę zawodzić, że coś przeoczę, niechcący zawalę. Staram się panować nad terminami, ustalać priorytety i potem sztywno się tego trzymać, ale jak widać nieskutecznie skoro mnie to gniecie :(
I jeszcze ten głupi kręgosłup :(
Z czegoś muszę zrezygnować. Z czego? Na razie nie wiem.

W szalonym pędzie codzienności, miło znaleźć oazę wytchnienia dla siebie. Coś jak „dzień dziecka” dla Gusi. Takim dniem, a raczej... niestety tylko chwilką – było spotkanie z moimi przyjaciółmi... myślę, że właśnie tak... z Halinką i Pawłem i całym tym ich dobrodziejstwem inwentarza, który serdecznie pozdrawiam pomimo tego, że mnie obszczekał z jednej strony i obfotografował z drugiej :P
Halutka niby taka żmijowata, a nie wiadomo jakim cudem rozbudziła się w niej romantyczna bestyjka i... wspólnie z rodzinką obdarowała mnie pełnym symboliki – która niech będzie jednak naszą tajemnicą – miniaturowym, srebrnym kluczykiem do mojej charmsikowej kolekcji:



Co na niego spojrzę lub dotknę opuszką palca... wzrusza mnie ...
Dziwne, ale choć sama lubię obdarowywać, w sytuacji gdy ja stoję po drugiej stronie, i to na mnie leci grad dobrych gestów od ludzi – gubię się, tracę oddech, rozkładam się na czynniki pierwsze i takie tam, cholera jasna :P

Kochani, choć dziwnym trafem w waszym domu, jedna godzina trwa chyba tylko 15 minut, a może krócej, dziękuję za wspólny wieczór :*



Ps. „Nie drap się!”

piątek, 25 września 2009

Bożole! Ole!

Tośmy z Mareckim przetestowali nasze tegoroczne wiśniowe Beaujolais nouveau. Na okoliczność robiącej się podbitki lux_malyna w naszym domeczku i... na okoliczność Halutki :)
Bo jutro spędzę kilka króciutkich chwil z Halusią :*
A Halutek taka żmijowata, że nawet herbatki nie da strudzonemu podróżnikowi bez „wkupnego”.
Więc w malusiej buteleczce jedzie, naprawdę już ostatecznie ostatnia, kropelka zeszłorocznego wina gronowego oraz właśnie owo testowane przez nas młode winko z wiśni. Zaskakująco dobre. Soczyście wiśniowe; rozgrzewa i kolorek ma rumieńców godny.

łostatnie kropelki winogronowego zeszłorocznego...

agpelowo_pełowe Beaujolais – pierwsze krople tegorocznego...

No Halusia – szykuj mi na jutro dooobrą herbatkę :) i pamiętaj:

Młode wino spijaj ostrożnie
w młodym winie czai się zdrada
młodym winem racz się nabożnie
spójrz na mnie taka jestem chwiejna i blada...



ps. yyy... zapomniałam dodać, że jakby kręgosłup po tym bożole ;) mniej chwiejny :P

czwartek, 24 września 2009

Dziś był laserek

Dziś laserkiem pani dr wypstrykała mi na wierzch przebarwienia – jestem brzydko piegowata, ale cóż... Po trzecim zabiegu – gdzieś koło Merry Christmas – się pięknie złuszczy i wygładzi i będę jak nowa :) Prawie – co jak wiadomo czyni różnicę.
W drodze powrotnej relaksowałam swój zmasakrowany kręgosłup na rozłożonym fotelu i... aż zasnęłam. No bo kto to widział podróżować na leżąco – rozpusta. Śniło mi się różniście – generalnie absurdalnie. Zawsze gdy tak mi się śni to niby podświadomie czuję, że śnię, ale i tak przeżywam prawdziwe emocje. Dziwne uczucie... Wyczerpujące... Ekscytujące... i czasami wywołuje niezrozumiałe tęsknoty...
Różności całego dnia ukoiłam na naszym przyszłym prawie_tarasie podglądając zachodzące słońce...
Ciekawe po jakim czasie mi się znudzi...

wtorek, 22 września 2009

Przychodzi baba do neurologa!

Będzie o tym jak było u mega fachowca – czyli NEUROLOGA, czyli Agusia WRESZCIE się wzięła za swój kręgosłup i zaprowadziła go do SPECJALISTY.

Najpierw koleżanka, która zajmowała miejsce dla swojej mamy zajęła też miejsce mi.
Czyli tak: SPECJALISTA przyjmuje od godz. 15, a aby być dajmy na to drugim, trzeba w kolejce stanąć około dwunastej zero zero. Tak też kuleżanka zrobiła, za co jej dziękuję, ach i och.
Następnie do szefa się musiałam pouśmiechać stokrotnie, że do pracy przyjdę spóźniona, no bo przecież SPECJALISTA!!! Szef me cierpienia podczas wyjazdu służbowego widział, więc problemów nie czynił, wręcz przeciwnie, za co mu również dziękuję, ach i och.

SPECJALISTA przyszedł spóźniony TYLKO 40 minut – nooo... nieee bąąądźmy drobiazgooowi.
Byłam druga, więc weszłam szybko, bo SPECJALISTA się nie certoli i czasu na darmo nie traci na byle gadu_gadu z pacjentem.
Dzieńbry. Pani mówi, ja piszę. – On pisze, ja zaczynam mówić.
SPECJALISTA z gatunku: wyżelowany_młody_wilk_zarost_2dniowy_
wypasiony_samochód_co_to_nie_ja_
skórzany_bucior_za_3/4_mej_pensji_
maślanka_w_łapie_przystojny_kurde.

No.
Się ledwo rozwinęłam, przerywa:
– Bóle lędźwiowe L–S, proszę zdjąć tę kurteczkę. O, widzę łuszczyca. No cóż, choroba jak choroba. W kierunku stawowej diagnozowana? Ach, tak, diagnozowana i nic. Tak. Dobrze. Proszę klęknąć. O tu, na leżance, o ścianę się zaprzeć.

Dobrze, że w pokoju jest pielęgniarka, bo bym się zaczęła bać.

SPECJALISTA przystąpił do... pukania.
Puknął w lewo kolano:
– O! dobrze.
Puknął w prawe.
– O! dobrze! – wykrzykiwał dalej radośnie.
Potem w piętę jedną i drugą i też było:
– O, dobrze!

No coś takiego!
Jaki ten mój kręgosłup głupi. SPECJALISTA wyedukowany mówi, że „O, dobrze!” a ten boli! I komu ja niby mam wierzyć? SPECJALIŚCIE, co ma pięknie na pieczątce nawpisywane to i tamto (sprawdzałam – SPECJALISTA, że hohoho!), czy mojemu kręgosłupowi, o którym nawet nie wiem czy podstawówkę ukończył?

SPECJALISTA zadowolony, bo gdzie nie puknął było „O, dobrze!”, a ja nadal nie mogę dogadać się ze swoim kręgosłupem. Czuję, że czeka mnie nie lada walka :(

Wracałam do pracy z karteluszką na rtg, testując przy okazji mój mega_super podkład wodoodporny. Ciekawe czy na łzy też...
...bo trafił mi się jakiś niekumaty kręgosłup – SPECJALISTY nie posłuchał i nadal... boli...
:(

niedziela, 20 września 2009

Dziesięciolatek

Hm... a właściwie to jakim prawem kasztany rzucają w trawę kolczastymi kulkami i bezwstydnie rozbierają się z liści? Już? Dopiero co kwitły przecież... I dlaczego w lesie drzewa rozpoczęły wymianę garderoby z zielonej na żółtą? O co im chodzi? Nagła zmiana gustu?

Z Kotletami zaliczyliśmy wreszcie tak długo przekładaną wędrówkę nad jezioro – rezerwat ptactwa wodnego Piskory. Cisza, jakże odmienna od wiosennego rejwachu koczującego tu ptactwa wodnego. I ścieżki dydaktyczne jakby bardziej pozarastane... i punkty widokowe też... Maciuś tradycyjnie złowił małą żabkę i usiłował ją zjeść, ale szybka interwencja z naszej strony uratowała żabie życie, a Ance i Tomaszowi oszczędziła wyrzutów sumienia ;)
Nafaszerowani tak pięknymi okolicznościami przyrody i ten tego, wieczór spędziliśmy obrzydliwie cywilizacyjnie – w gwarze klubu bilardowego, nad pizzą z owocami morza i zimnym piwem. Anka ograła mnie w bilard, a męska część Kotleciorów męską część Pełów w piłkarzyki! Zemsta będzie słodka!

Dziś spotykamy się wszyscy na urodzinowym przyjęciu naszego Jędrzejka. Dam im zmniejszone porcje tortu czekoladowego! A co, pomścić przegraną trzeba!

:)

Jędrzejku kochany... 100 lat!!!

wtorek, 15 września 2009

Czuję, że żyję, czyli witaj szkoło!

Co za dzień. Huśtawkowy. Młodzieżowy.
Jedna młodzież – ta służbowa – uskrzydliła mnie w temacie weny niezbędnej w mojej działce pt. „leci kabarecik”, a młodzież prywatna dała mi do wiwatu. Bo polski jest głupi, bo co go niby obchodzi czym różni się referat od rozprawki, bo on jest w matfizie i mu humana nie grozi. Najwięcej dostało się kobiecinie od polaka :] Przy okazji Jędrek oberwał, kran się w kuchni urwał, teściowa stwierdziła, że nie pojmuje naszego systemu wychowawczego, a osobisty mąż wybył na imprę integracyjną i słuch po nim zaginął.
Czuję, że żyję!
Eee... że niby dopiero rok szkolny się rozpoczął???
Dla siebie też coś dziś zrobiłam. Poszłam po skierowanie do neurologa, bo mój kręgosłup zastrajkował na amen i odmówił współpracy :(
Kanalia!

poniedziałek, 14 września 2009

W Krakowie

Ten Kraków to jest jednak masakryczny. Albo ja masakrycznie nawykłam do życia na wsi. Tłok na ulicach mnie męczy, tramwaje przyprawiają o blady strach, a gołębie na rynku głównym to są totalnie głupie. Całkowicie zatraciły instynkt samozachowawczy i dosłownie można je rozdeptać, a one tego nie zauważą. Nawet im się kuprów nie chce podnieść do odlotu, gdy w ich stadko wchodzą ludzie.
Wytchnęłam dopiero w ulubionej Jamie Michalikowej, gdzie umówiłam się z moją kochaną Tereską na kawkę.
Jama Michalikowa... miejsce z innej epoki. W tym tętniącym turystami mieście, jak schron chroni przed niechcianymi atakami głośnej muzyki, wciskanymi zewsząd ulotkami, ...jakimś takim pędem oszalałym.
...boszzzz wiejska baba ze mnie. Snujące się mgły nad polami mi w głowie i rezolutne jaskółki, przesiadujące na kablach elektrycznych.
Pora do pracy...

środa, 9 września 2009

9.09.2009

9.09.2009
Fajna data. Słoneczny dzień bardzo dojrzałego lata.

*************************

Ktoś przyszedł mnie za coś przeprosić. A mi tak trudno zapomnieć...

Nie buduj swojego życia na kłamstwie, bo nigdy nie będziesz szczęśliwą kobietą – powiedziałam jej na rozstanie, choć obawiam się, że odebrała to jak... trucie starej baby.
Białej róży, zarumieniły się brzegi płatków... Była bardziej speszona niż ta, która ofiarowała mi ją w ramach tych_niby_przeprosin...

... ale przebaczać... trzeba... i nie wiem czy jej było trudniej do mnie przyjść z tą zawstydzoną białą różą ubraną w równie białą wstążkę, czy mnie właśnie wybaczyć...

*************************

poniedziałek, 7 września 2009

Głupie to ludzie!

Jednym słowem to można człowiekowi wrzucić tonę na plecy. I zetrzeć uśmiech i zresetować program pt. pozytywne myślenie. Jedno słowo może wrzucić do niszczarki wiarę w siebie, niczym niepotrzebną już karteluszkę z zapiskami bez znaczenia...

Yh. ...czasami, na szczęście tylko czasami nie lubię człowieka...

piątek, 4 września 2009

Charmsiki doleciały!

A – jak Aniołek – wiadomo ;)
Słońce – bo jest fajne, ciepłe i słoneczne i przepędza łuszczycę
Księżyc – bo rozświetla ciemności nocy i człowiekowi jest mniej strasznie i mniej samotnie
... czyli moje nowe charmsiki, paraparapam!



(w fotkę KLIK – będzie większe)

środa, 2 września 2009

Zabutelkowana

Wpis będzie butelkowy, bo taki mam nastrój...

Butelaszka dla Zbyszka – przód i boczek:



Ozdóbka buteleczki dookoła cyknięta, pełna symboliki, bo taka była potrzeba [Smile] i tak sobie wymyśliłam...

  

A ta nawet nie wiem do kogo kiedyś trafiła...



[każda flaszka kliknięta – urośnie – wirtualnie]