sobota, 31 października 2009

Po co...

Trochę w innym kosmosie teraz jestem. Dotykam spraw do tej pory totalnie mi nieznanych. Wierzę, że po coś jest to nam dane – mi i Markowi. Towarzyszenie Komuś w tym nieuchronnym, a przemilczanym CZASIE w każdym ŻYCIU.

Starości i samotności.
Ale takiej starości prawdziwej. Pamiętającej Marszałka Piłsudskiego pomykającego na Kasztance ulicami Warszawy – tak! jeszcze tacy ludzie żyją pośród nas.
Bo w sumie po co komu starość?
Do bólu zniedołężniała.
Samotna pomimo wielu zatroskanych osób wokół.
Zapominająca, ale nie na tyle by zapomnieć co to dom i „moje” miejsce na ziemi.
Zastopowana, gdy tuż obok toczące się życie dostaje zadyszki.
Wydaje się nam, że na starość nie mamy czasu. My stojący tuż obok. Czy zastanawiamy się CO i JAK będzie gdy sami do niej dobiegniemy? Bo przecież gnamy. Wciąż i wciąż.
A starość o zgodę nie pyta. Będzie i już.
Pędzimy.
Po co?
Do czego...

środa, 28 października 2009

Jak aksamit...

– Agusiu, z całego serca, całego, dziecinko, życzę ci abyś miała szczęśliwe życie. Piękne. Zapamiętaj, proszę.

Słowa banalne. Ale 95–letnie oczy staruszki, która je wypowiadała sprawiły, że takich słów nie zapomina się, że się im ufa, że coś zmieniają w człowieku...

Z pozoru rozleniwione oczy. Ale mają do tego prawo – służą wiernie 95 lat. Choć już zamglone... choć... być może gasnące... ale tak bardzo tęskniące za życiem.
Tak strasznie, strasznie, strasznie go pragnące.

... i dotyk jak aksamit...

piątek, 16 października 2009

Pod prądem!

Codziennie rano leżakuję sobie pod dobroczynnymi prądami, które panoszą się na moich kręgach – galopują szpileczkami lub w najlepsze skaczą, depcząc mnie bosssko. Ten czas dobroci dla kręgosłupa zaczyna przynosić maleńkie, ale odczuwalne efekty. Kręgosłup już się tak nie buntuje i nie wścieka. Zaczynamy się dogadywać.

Ostatnie dni mijały mi najpierw pod znakiem mega stresu – norma przed premierą, a potem sukcesioru, w którym o dziwo – pławię się wciąż. Otulam jak puszkiem, mruczę i rozkoszuję, i wyjść mi się z tego stanu za nic nie chce.
...i dobrze mi z tym mrauuu. Czuję się jak ten koteczek z reklamy kociego żarełka... co mruczy z lubością gdy jego pańcia wykłada mu to różowe mięsko do miseczki...

Próżność nad próżnościami... wiem. Ale przecież tak naprawdę potrzeba uznania, to jedna z podstawowych potrzeb człowieka. Co z tego, że wyższych, ale jednak leży w ludzkiej naturze. NATURZE! – więc nie jestem jakimś dziwolągiem!
Po prostu czuję, że dorzuciłam porządną cegłę do konstrukcji pt. pewność siebie i poczucie własnej wartości. No!
A teraz pora przekręcić tą zapisaną już kartkę i zacząć pisać dalej...
Bo oto kolejna przede mną.
Pusta.
Do dzieła zatem!

piątek, 9 października 2009

Winobranie i pożegnanie z ogródkiem

Kilka dni temu odtrąbiliśmy z Mareckim ostatnie winobranie w „NASZYM” mini–ogródku. Bo lada moment to już nie będzie nasz ogródek. Idzie w inne ręce, choć nie całkiem obce. A jednak to już nie my będziemy decydowali o jego kształcie...

Gdy pachnące grona wylądowały w wiadrach i koszu (łącznie sztuk 3!), usiedliśmy jeszcze przez chwilę na „NASZEJ” ławce_bujawce... Jeszcze tylko musimy przyciąć drzewa, skosić po raz ostatni trawę, wybrać z oczka zgniłe roślinki, zgrabić i spalić liście... zapłacić rachunki, oddać klucze...

Ogródek był z nami 10 lat.
Tutaj uczyliśmy się przyrody. Kiedy i jak przycinać owocowe drzewka, jak zabezpieczać rośliny przed zimą, jak troszczyć się o młode sadzonki. Poznawaliśmy, które kwiaty lubią cień, a które ukochały sobie słońce...

Właściwie tutaj wychował się Jędruś – ogródek nabyliśmy dosłownie tydzień przed jego narodzinami.
Była piaskownica, latem rozkładany basen, hamak pod wiśniami, drabinka, huśtawka. Tajemna, zielona altana pod stelażem rozrośniętej winorośli, chroniła przed słońcem, a czasami... deszczem. Skalniak, w którym mieszkała zielona jaszczurka. Miniaturowe oczka wodne, gdzie królowały do spółki karłowate karasie i takież nenufary. Kominek, który Marek sam wymurował. Eh...

Bywało tu cichutko, bywało gwarno. Tutaj paliliśmy ogniska, lepiliśmy bałwany, graliśmy w scrabble i kometkę. Śmieliśmy się i tańczyliśmy. Poznawaliśmy czasem radosne, czasem dramatyczne sekrety naszych przyjaciół...
Zamieniamy ten maleńki, wychodzący powoli z niedojrzałości ogród, w ogromny kawał ziemi... przestrzeń, której na razie nie potrafię ogarnąć wyobraźnią.
Przed nami czas tworzenia nowego „NASZEGO OGRODU”, który wierzę, że będzie świadkiem wielu pięknych chwil.
Podobnie jak ten nasz maleńki, nazwany kiedyś „Melissą”...

 
 

 
 



więcej:
http://agpela.fotosik.pl/albumy/696107.html

czwartek, 8 października 2009

A niech mnie trzaśnie!

Mój ulubiony ostatnimi czasy doctore, filmowy Dr House, mawia „humanitaryzm jest przereklamowany”. I normalnie chwilami mam ochotę podpisać się pod tym mocno dwiema rękami i jedną nogą, i nawet własną krwią.
Kolejna moja myśl to chęć ubicia świetlnym mieczem Jedi stadka moich domorosłych aktorów, co to już widzą się w roli głównej na gali oskarowej, ale (piiii!!!) popracować na potencjalny sukcesior to się nie chce, oj nie. Figle_migle i wygłupy we łbie. Wrr.. Niedobra baba byłam wczoraj.
Chociaż w sumie to ich nawet rozumiem. Ja też bym wolała opracować scenariusz, rozdać na pierwszej próbie i wrócić na premierę.
Genialną, rzecz oczywista.
Bez pracy pomiędzy.
Tylko, że się to niestety jakoś samo nie da zdjełać.
Jak wszystko na tym „łez gorzkich i nieszczęść padole”, że tak powtórzę za Ofelią z „Hamleta chuligańskiego” wg. Przybory, z którego od kilkunastu dni zamierzam uczynić kreację na miarę Oskara właśnie.
A niech to mnie trzaśnie!
Wrr!

sobota, 3 października 2009

Alfabetycznie znowu

No to na początek weekendu – zabawa.
Podobna do, tej alfabetycznej tylko, że ta krótsza :)
W skojarzenia, a raczej niedokończone zdania.
...to sobie je dokończyłam. Stan aktualny na dziś. Co będzie za jakiś czas? Nie wiem... może jeszcze do tego wrócę.

Aktualnie jestem
... w okolicach potężnego zakrętu
Boję się... przewrotności losu
Cieszę się... tym co tworzymy
Dziwi mnie... uszczypliwość innych...
Egoizm mój... czasami mnie zawstydza
Fascynuje mnie... życie i człowiek
Gdzieś... czasami muszę się skryć
Honor nie pozwala mi... na nieszanowanie
Istnieję dla... radości
Jadam najczęściej... pomidory z koperkiem :P
Kocham... życie
Liczę na... M. i siebie
Łatwo mi przychodzi... leniuchowanie
Muszę... proza życia
Nie przepadam... za tym co „muszę”
Ogólnie rzecz biorąc... jestem szczęśliwa
Prawie zawsze... coś czytam
Ryzykuję... oj raczej nie
Szczególnie... jak mnie co wzruszy :P
Tego mi trzeba... słońca i czasami świętego spokoju
Usypiam przy... oddechu...
Wierzę... w Boga
Zazdroszczę... niczego