poniedziałek, 28 grudnia 2009

I po świętach

Święta minęły rodzinnie, kolędowo, prezentowo, deszczowo lecz bezśnieżnie i to jedyna wtopa odnośnie świąt. Przynajmniej w mojej rodzinie.

A skoro święta się były zakończyły to oczywiście w miejsce deszczu pojawił się klimatyczny śnieżek. Cudnie.

Sylwester zapowiada się pogaduchowo.
Będzie u nas Anka z Maciejką bo tym razem Tomaszek służy ojczyźnie. Obiecałyśmy sobie z Anką, że wdziejemy balowe kreacje, a Marka wypuścimy z chłopakami na petardy i takie tam. My będziemy się odstresowywały – nie zdradzę czym – i dodatkowo Anka zdradzi mi jak się robi swojską kiełbachę z dzika. Bo o dziwo, Anka z Tomaszkiem ledwo stali się właścicielami ziemskimi, a już się naumieli robić swojską kiełbachę z dzika. No!!!
Bynajmniej nie zazdrość przeze mnie przemawia, lecz... najbardziej zastanawia mnie skąd mieli dzika. Ale się na sylwestrze dopytam. Bo kiełbaska pycha. Próbowałam.

No.

I tak się kończy 2009...

czwartek, 24 grudnia 2009

Ida święta

Nieproszony deszcz w okamgnieniu zmył śnieg i szlag trafił świąteczne klimaty, w temacie pogodowym rzecz oczywista. Bo poza tym praca wre.
W tym roku ciut lżej, bo ominęło nas szaleństwo świątecznych porządków. No trudno na dwa miesiące przed wyprowadzką serwować sobie tydzień na szmacie. O, nie! Dziękuję, oszczędzam kręgosłup na to co będzie w połowie lutego. Jakoś tak.
Wczoraj z pomocą Jędrulki ulepiłam coś ponad setkę uszek. O takich... takusich malusich, wycinanych przez Jędrka z kieliszeczka. I tylko dwa rozkleiły się w gotowaniu, i tylko 3 zostały pochłonięte od razu, no bo spróbować trzeba było. Czy aby na pewno dobrze doprawione ;)
Ciasto też już pachnie jak oszalałe i kusi wszystkich. I na gazie pyr_pyr_pyrtoli się barszcz czerwony na zakwasie.

poniedziałek, 21 grudnia 2009

Fotopstryczek

Śniegiem wszystko poprószone. Mróz szaleje, ale to przecież takie prawo tej pory roku. Po serii ciepłych zim, chyba już o tym zapomnieliśmy.
Któregoś tam dnia, gdy słońce na krótką chwilę przedarło się przez ciężkie chmurzyska, złapałam aparat i poszłam porobić troszkę fotek.
– A co pani tak fotografuje? – zapytało dwóch młodych panów żołnierzy w mundurach z szablami u boku – Serio!!! Mało nie padłam jak te szable zobaczyłam.
– A zimę fotografuję – odpowiedziałam, pouśmiechałam się i poszli. Po kilku krokach zatrzymali się, coś tam do siebie poszeptali, zrobili w tył zwrot i ten wyższy mówi:
– Mamy prośbę. Czy zachciałaby pani zrobić nam fotografię?
No i zrobiłam mega błyskawiczną sesję foto, maila do tego wyższego zapamiętałam, bo okazał się prosty. Fotki od razu wysłałam, o sprawie zapomniałam.

A dziś dostałam kwiatową przesyłkę do pracy z liścikiem:

Pani Agnieszko, dziękuję bardzo w imieniu własnym i kolegi. Tego dnia gdy spotkaliśmy Panią mój kolega miał ważny dzień w swojej służbie – debiut w mundurze galowym, a dzięki Pani uprzejmości obydwaj mamy pamiątkę. Dziękujemy Pani bardzo. Pozdrawiam, życząc miłego dnia.

:)

piątek, 18 grudnia 2009

Pomożemy?

Dobro ranić jest łatwo. Z natury nie nosi tarczy. Wystawia się tym samym na ciosy. Dobro jest ufne. Ufa i wierzy, że jeśli ono wyciąga swoją dłoń, to nie zostanie skrzywdzona. Dobro jest szczere, spontaniczne. Otwarte na drugiego człowieka. Dlatego tak łatwo je zaatakować...

Kilka dni temu moja przyjaciółka Tereska – prawdziwie DOBRY człowiek – została okradziona w miejscu, w którym czuła się bezpiecznie, przez ludzi, którym oddaje wiele pozytywnych emocji – gestów i czynów. Paradoksalnie to nie strata materialna okazała się dla niej tak trudna do zniesienia. Ale właśnie akt kradzieży odebrany przez nią jako brutalna napaść i agresja na jej ufność wobec drugiego człowieka.

Zarządziłyśmy z Graż spotkanko u Asicy. Spojrzałyśmy sobie wszystkie w oczy. Aśka wyciągnęła porterówką uszykowaną już na świąteczny stół. I poszło.
– Dobra – zaczęła Aśka – Agniecha, pożyczasz mi w tym roku sztuczną choinkę. Nie kupię żywej.
– Moje perfumy mogą poczekać – rzekła Gośka, która jako jedyna porterówki nie piła, bo jest abstynentką.
– Zrobię skromniejsze prezenty pod choinkę – to Marcia.
– Upiekę mniej ciast na święta...
– Nie kupię nowych bombek...
– A ja po prostu mam kasę.
I tym sposobem uzbierała się nam koperta dla naszej kochanej Tereski. Dzwonimy do niej, aby dała numer swojego konta. A ta wystawiła kolce. Że ona dziękuje, że absolutnie, że nie ma mowy, że ona sama sobie poradzi. O nie! Nie z nami takie numery Tereńciu kochana! Nie dała konta, to kaska pojedzie do niej inną drogą. Przypadkiem kumpela Graż jedzie w sobotę do Krakowa. Obiecała doręczyć przesyłkę pod wskazany adres.

No.

O skutkach wypicia porterówki słowa nie rzeknę ;)

niedziela, 13 grudnia 2009

Pamiętam

28 lat temu czasowo wraz z Mamą mieszkałam na lekko zapadłej wsi u Babci, którą zmogła ciężka choroba. Mama opiekowała się nią. Tata został w rodzinnym domu, odległym o prawie 100 km, w czasach gdy telefon stacjonarny był luksusem, a komórki nie pojawiały się nawet w filmach S–F.
Rano, 13 grudnia 1981 roku, tuż przed śniadaniem, które miałam zjeść przy sławetnym już trzynasto grudniowym Teleranku, przybiegła do domu Babci sąsiadka. Cała we łzach i totalnym niezrozumieniu, z natarczywym pytaniem: Halinka, czy coś wiesz?
Mama nic nie wiedziała. Pomimo tego, że w telewizorni co chwilę pokazywano pana w okularach, który spokojnym tonem (niby)wyjaśniał narodowi co, i jak, i dlaczego.
Taty nie widziałam potem jakieś 4 miesiące.
Teleranka też wówczas nie obejrzałam, ale nie pamiętam co było z tym śniadaniem...
Pamiętam, że nie chodziłam do szkoły, że tęskniłam za Tatą. I, że momentami zdawało się mi, że jest... fajnie! Bo godzina policyjna, ups tj. milicyjna, osadzona w nocnej, śnieżnej scenerii, była... taka bajkowa. Odbierałam ją i całą sytuację w kraju – ach te czołgi na skrzyżowaniach ulic! – w kategoriach zabawy.
Zabawy dorosłych w wojnę.
Pochodzę przecież z pokolenia, które dzieciństwo spędzało na podwórku bawiąc się w wojnę właśnie – chłopaki strzelali z patykowych karabinów, a dziewczyny były sanitariuszkami.
Teraz dzieciaki też się tak bawią. Tyle, że przed monitorami komputerów... I samotnie.

Taka jest MOJA pamięć 13 grudnia 1981.
Pamięć dziesięcioletniego dziecka naznaczona dramatycznymi wydarzeniami rodzinnymi, w które wdarła się dodatkowo sytuacja globalna.
Pamięć czarno–biała. Może dlatego, że telewizory były wówczas głównie czarno–białe, a aura za oknem też taka – przeważała biel, bo była śnieżna zima. A drzewa straszyły ciemnymi, gołymi konarami.
Tyle lat ma teraz mój Jędrek...
Całe szczęście, że moi synowie mają beztroskie dzieciństwo. Całe szczęście!

niedziela, 6 grudnia 2009

Butelki

Renifery zżarły marchewkę na balkonie.
Listy dotarł do Św. Mikołaja, a prezenty dostarczone na czas.
Czegóż chcieć więcej...
A jednak...

...i mimo wszystko:

czerwona rybka dla Tomcia:



biała rybka dla Tomcia:



kwiatki dla Anki:


i kolejny akcent lotniczy:



i jeszcze wędkarskie klimaty:



PS. Sorry, że może jestem monotematyczna, ale tego bloga zakładałam (być może tylko dlatego...) po to aby prezentować to co czasami spod moich rąk się wytworzy.
Dlatego zasypuję teraz butelkami :) bo to taki czas – obdarowywania prezentami...
A to akurat lubię.
I każda z tych prac poszła do ludzi.
Wraz – oczywiście – z zawartością wiśniową...
Mniam. Mniam. Mniam.
Bo winogronowa wciąż dojrzewa :P

czwartek, 3 grudnia 2009

Zagubiona

Zagubiłam się w świecie gresu, paneli drewnianych, parapetów kompozytowych a może dębowych, klamek chromowanych, kaloryferów satynowych, podwieszanych misek sedesowych i takich tam szkieł mlecznych i ram aluminiowych. O halogenkach i pompie powietrza nie wspomnę. Hyhy.
I wcale nie jest mi tu fajnie... bo jest to świat odarty ze złudzeń.
Bezwzględny. Bezuczuciowy. A fundamentem jest tu kasa.
Brr...

Gdzieś w drugim nurcie (czyli zawodowym) trwa intensywna eksploatacja moich sił kreatywnych – sie robi w wersji kabaretowej inscenizacja Śpiącej Królewny w męskiej obsadzie. Ouł_je! Premiera w poniedziałek podczas Mikołajkowych spotkań z dzieciakami z zaprzyjaźnionych placówek.
ps. Panie Mikołaju Święty – widzisz jaka żem dobra dziewczyna :) Tu jestem! Tu jestem!