sobota, 6 marca 2010

Na zwolnieniu

Trzeba pójść na zwolnienie by człek się dowiedział, że praca bez niego żyć nie może. I dzika, choć niezbyt skromna satysfakcja mnie dopada, bo poniektórzy przejrzą na oczka ile barki Agusi dusi :)Na zwolnieniu W sensie obowiązków służbowych, hyhy.

Przy okazji mego chorowania odbyłam propagandową (hihi) rozmowę telefoniczną z koleżanką z pracy na gwałt szukającą wsparcia i pomocy, której zresztą na tyle ile mogłam udzieliłam. Aneta na koniec wydusiła wreszcie to, co chyba było intencją jej telefonu:
– Aga..., może jak wrócisz ze zwolnienia to ty byś się jednak tym zajęła, co?
– Aneta, raczej na mnie nie licz. Lojalnie uprzedziłam szefa, że nie wrócę prędko.
– Ale ci kurde dobrze, też chętnie bym walnęła to wszystko i poszła na zwolnienie.
– Wiesz, a ja bym wolała nie mieć takiego powodu, jaki mam.
– A co ci niby jest?
– Choruję na łuszczycę. Mam duży nawrót choroby.
– No co ty! Ja nigdy nic u ciebie nie widziałam. Ty zawsze tak na długo się nosisz.
– No to teraz wiesz dlaczego.
– Ojej... A na dzieci ci to nie przeszło?
– To nie jest zaraźliwe. Masz męża lekarza, poproś to ci wytłumaczy. Warto to wiedzieć o chorobie, która jest niestety najczęściej występującą chorobą skóry.
– Przepraszam, nie wiedziałam. Byłam przekonana, że jest to choroba kontaktowa.
– Teraz już wiesz. Ważne byś uwierzyła.

Życie bez stresu zawodowego – łaaał – podoba mi się :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz