piątek, 30 kwietnia 2010

Życie...

Życie jest silniejsze od śmierci.
Choć tyle serc na zawsze pozostanie w rozpaczy..., choć czarny kir wciąż przepasa flagi, ŻYCIE głośno i ... tak radośnie sygnalizuje: JESTEM!!!
Drzewa już nie są nagie – pysznią się zielonymi fatałaszkami z liści, w młodej trawie na żółto zakwitł puszysty mniszek. Zapach ogniska splótł się z wonią fiołków. Do chóru rozświergotanego ptactwa i rechoczących żab dołączyła kukułka.

Już maj...

– – – – – – – – – – – –

Po ponad dwóch tygodniach od rozpoczęcia nowej terapii, której tak bardzo się obawiam, której do końca nie akceptuję..., jest pierwszy – PIERSZWY pozytywny sygnał: skóra przestała boleć, piec i swędzieć.
Kolana nie pękają do krwi, kiedy klękam by pomodlić się...
Dziękuję...

Nie czuję radości.
Czuję ulgę. Choć na chwilę.

czwartek, 22 kwietnia 2010

Ulotnie

„Uhu ha, uhu ha nasza wiosna zła...” chciałoby się sparafrazować piosenkę z dziecinnych lat. Bo zimna ta wiosna, bo okrutna, bo pełna niedobrych chwil, bo tak trudno w niej o obietnicę, o wiarę, o nadzieję.
Bardzo trudno.
Kiedy tuż obok, na wyciągnięcie ręki tyle rozpaczy, jak znaleźć coś dobrego...
Narastający, irracjonalny niepokój chwieje poczuciem stabilizacji. Rzeczy jawią się kruchymi, ulotnymi. Wszystko co tworzy DZIŚ – JUTRO może stać się BEZ ZNACZENIA.
...

piątek, 16 kwietnia 2010

Jakie to szczęście ŻYĆ

Jakie to szczęście móc napełnić dom zapachem budyniu waniliowego.
Jakie to szczęście wypić aromatyczną herbatę miętową z suszonymi jabłkami.
Jakie to szczęście wdychać powietrze utkane z zapachu wiatru i kwitnących drzew owocowych...
Zakwitły... i nawet nie zauważyłam.
Tak jak i fiołki, i stokrotki – też nie zauważyłam...
I jeden żonkil w moim ogródkowym tarasie, i sześć tulipanów...
i wysiana maciejka wzeszła, i lawenda...

Jakie to szczęście przeczytać kolejne strony książki,
posłuchać muzyki,
obejrzeć film,
ugotować łazanki,
pojechać na rowerze po zakupy,
wysłać list,
zadzwonić do mamy...

Jakie to szczęście ŻYĆ!

środa, 14 kwietnia 2010

Ciężko...

Emocje tworzą we mnie sprzeczne i trudne do zrozumienia duety. W obliczu tragedii jaka dotknęła 10 kwietnia 2010 roku rodziny, które na zawsze i w strasznych okolicznościach straciły swoich najukochańszych... mam świadomość, że nie powinnam tak dramatycznie przeżywać tego co dzieje się w tej chwili z moim zdrowiem. To mówi mi rozum i zgadzam się z nim. Ale to dzieje się tuż obok, zmusza do refleksji nad Życiem, Śmiercią, Sensem... We wszechogarniającym smutku, atmosferą przesiąkniętą rozpaczą nie sposób znaleźć dla siebie choćby iskierki nadziei...
Bardzo, bardzo mi ciężko. Podejmować decyzje co do dalszego leczenia, uporać się tak codziennie z trudnościami choroby, która rozkrzyczała się na dobre...

W chorobie człowiek tak naprawdę jest sam.
Pomimo serdecznych serc obok.
Pomimo ramion gotowych utulić.

Tak czuję teraz.

niedziela, 11 kwietnia 2010

Wczoraj... [']

Wczoraj wstałam dość wcześnie, bo chciałam przed pracą przygotować obiad i upiec karpatkę. Marek z Robertem ścinali przed domem zeschłego wiąza, więc głośno chodziła piła... Bocian człapał po polu sąsiadki – tym razem polował na myszy. Sąsiadowi spłoszył się młody koń, po raz pierwszy zaprzęgnięty do bryczki...
Leniwie zaczynał się dzień.
A potem włączyłam telewizornię... i nastał czas kiedy trzeba sobie wiele spraw przemyśleć, poukładać na nowo.
Pytanie tylko czy jest to możliwe...

Wieczny odpoczynek racz Im dać Panie...

sobota, 3 kwietnia 2010

Radosnego Alleluja!

Pierwsze święta w Naszym Domu. Marek wysprzątał podwórze, a ja królowałam w kuchni. Czekamy na Gości... najważniejszych... bo Rodziców :)
Radosnego Alleluja :)