piątek, 21 maja 2010

Zalewa nas?

– No nie żartuj, już zalane??? – wykrzyknęła z niedowierzaniem Mariola do swojego męża, który wisiał po drugiej stronie telefonu.
– Matko, gdzie zalało? Co??? Mów! Zapytaj go gdzie??? No pytaj!!! Wał przerwało czy się przelało??? – na Mariolę rzucili się wszyscy, którzy tego poranka załatwiali coś tam w sekretariacie. A sekretariat spory, to i ludzi sporo. Atmosfera zawrzała.
– Jeeeju, no cooo wyyy? Ławy fundamentowe nam już zalali – ze spokojem rzekła flegmatyczna zawsze Mariola, która rozpoczęła budowę domu. Nomen omen niedaleczko nas.

Bo właśnie Polskę zalewa.
A my – szczęśliwcy, kurde mole, w czepkach porodzeni – najpierw przeżywaliśmy zimę ze śniegiem po krańce włosów, a teraz wiosnę z wodą ponad korony wałów przeciwpowodziowych.
Wieprz zamienił się w rozległe jezioro – jak zawsze gdy Wisła wylewa i nie przyjmuje dopływów.
Powinnam się bać...
To jednak nie jest normalne mieć u podnóża domu rozlewisko z wód gruntowych, a 200 metrów dalej, tuż za wałem rozlaną rzekę.
Wszystko to w swej grozie, irracjonalnie... zachwycające.
Śmigamy w kosmos, stalowe kolosy latają sobie dookoła świata ponad chmurami, potrafimy zbudować metro w dnie morskim, rozgryźliśmy kod DNA, a Matka Natura pokazuje figę. Tak naprawdę to Ona tu rządzi i „rozdaje karteczki”. Obmywa Ziemię strugami deszczu i posypuje pieprzem popiołu – jeśli tylko ma taki kaprys.
Człowieku, któremu się wydaje, że od Ciebie wszystko zależy i do Ciebie wszystko należy – masz pstryczka w nos.

2 komentarze:

  1. To prawda, człowiek w swej bucie jest niedościgniony. Pan Nieba i Ziemi hahahahahah. Znam to uczucie bezradności wobec szalejącego żywiołu :(( Człowieku puchu marny...........

    OdpowiedzUsuń
  2. Jeśli od nas nie za wiele zależy to pewnie jest Ktoś kto może dużo więcej z którym można (wypadało by) się dogadać.

    Miłej rozmowy (bez kawy)

    OdpowiedzUsuń