sobota, 15 maja 2010

Burza!

Pierwsza, wiosenna burza i jednocześnie pierwsza w nowym domku – przetrwana :)
Choć wcale nie była jakaś spektakularna, raczej subtelna i taka jakby grzecznościowa – ot, aby tylko – Jędrek tradycyjnie spędził ją w kibelku bezokiennym, a na przyszłość zaplanował, że w garderobie będzie mu wygodniej. Jędrek źle toleruje głośność. Boi się grzmotów podczas burzy, huku fajerwerków czy salw honorowych – żołnierza to z niego nie będzie. Gdy pies głośno szczeka to też zatyka uszy. Z głośnych rzeczy toleruje tylko ryk silników samochodowych – najlepiej oczywiście Formuły 1.

Ja tam burzę lubię. Oczywiście w zaciszu domowym. Ale kiedyś bywało inaczej...

Pamiętam najpiękniejszą, spędzoną dawno temu z Markiem na werandzie domu, który stał na skraju niewielkiego leśnego zagajnika sosnowego. Błyskawice rozświetlały czarną, bardzo ciepłą noc... Weranda zamiast okien miała kratki z szerokich listewek. Pachniał las... Do dziś to czuję. Zapach... dotyk...

I jeszcze kiedyś w Wiśle. To były nasze pierwsze studenckie wakacje. Aby to podkreślić celowo zaplanowaliśmy wyjazd w góry we wrześniu. Tylko my i nasz przyjaciel Yożak. Tydzień w górach i tylko jeden dzień pełen słońca.
Rżnęliśmy w schronisku w karty „na rozkazy”. Kto przegrywał, zgrywał głupa w wymyślanych przez zwycięzcę zadaniach. Śpiewanie włoskiej piosenki pod łóżkiem w schronisku pełnym ludzi było najbardziej lajtowym pomysłem.
Włóczyliśmy się po lasach i zbieraliśmy grzyby :) Podczas takiego dnia złapała nas burza. Ściana deszczu, wielka wrzawa nad nami, grzmot za grzmotem, całe niebo poprzecinane połamanymi nitkami piorunów. Biegliśmy w tym deszczu środkiem ulicy, mokrzy do majtek, wrzeszczeliśmy na całe gardła gdy tylko wielki łomot spadał z nieba. Kto głośniejszy – MY czy ONA? Nigdy tego nie zapomnę. Tego irracjonalnego uczucia przestrzeni, adrenaliny czyszczącej żyły... Dziś bym w sobie tej odwagi nie miała... do takiej beztroski...

1 komentarz:

  1. Jejku nasze dzieci tak pędzą do tej dorosłości, a to tyle ograniczeń, tyle norm. Po drodze gdzieś gubimy tą spontaniczność, tą radość z drobiazgów........

    OdpowiedzUsuń