środa, 16 czerwca 2010

Wakacje idą

Sezon truskawkowy w pełni.
Sterczę nad michą dojrzałych, czerwonych owoców i obrywam im te szypułki, obrywam. A potem czary–mary fiku–miku i zamykam w małych słoikach aromatyczny smak wczesnego lata. W sam raz na jesienne tęsknoty za słońcem. No i przydadzą się na zlocie w Międzygórzu do dokarmiania halusiowego Pawcia, bo mu żona wiecznie słodkości żałuje :)

Od czasu do czasu zerkam na trzy młode bociany z sąsiedztwa, które nad rzepakowym polem rozpoczęły intensywne szkolenie lotnicze.

Czuję się z lekka niepotrzebna, wyautowana – używając nomenklatury na czasie czyli futbolowej. Faceci w moim domu połączeni jedną pasją – porwało ich wuwuzelowe szaleństwo, zaczarowała nieobliczalna, zwariowana na maxa Jabulani – po prostu piłkarska fiesta. Jestem dostrzegana tylko w momentach dostaw zimnego piwa, coli pełnej lodu i trujących chipsów. Błee!
Aaa i doobrze tam! Chociaż mogę swobodnie pojechać na łąkę chabrowo–makową. Zapatrzyłam się w te chabry i wymalowałam paznokcie na niebiesko. A co tam – lato idzie.
Najdłuższe dni w roku__ najkrótsze noce__ sobótka tuż tuż__ uwielbiam ten czas!
No i wakacje lada dzień. Laba nielada, oj nielada!

3 komentarze:

  1. Po próbie otrucia mnie grzybami, co to niby teściowej zbiór miał być;] ani ja ani moje dziecko Twoich przetworów nie tykamy :P noo, a mąż to jakby obcy obca osoba hihihihi

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapamiętam :P Zero truskaweczek ode mnie - ani się waż :P

    OdpowiedzUsuń
  3. Phi, sama se zrobię, lepsze :PP

    OdpowiedzUsuń