sobota, 19 czerwca 2010

Wandzia i jej żółwie

U Wandzi gromadnie bywszy, pięknem otaczającej przyrody się pozachwycawszy, a żółwiami wodnymi w szczególności. Urody szczególnej w nich jednakże nie dostrzegłszy.
:)
Ale, że to ulubieńcy solenizantki – Wandzi, więc ach i och jakie cudne to to – wolałyśmy, a Wandzia po łbach nas lała, że ją wkręcamy niby. Wandzie nie głupia i od razu widziała, że absolutnie nie podzielamy jej zachwytu dla Fredzia – przewodnika jej żółwiego stada. Uf i szczęście całe :) Bo się żółwie rozmnożyły i nowi właściciele mile widziani. Aczkolwiek Wandzia byle komu ich nie odda i test na żółwich rodzicieli adopcyjnych trzeba u niej przejść. Z uwagi na to, że żadna z nas odpowiedniego akwenu wodnego nie posiada – żółwie bezpiecznie w wandzinym oczku pływają, żrąc sałatę na przemian z wątrobowymi coś_tam_coś.
Poza tym było nam smętnie chwilowo bo coraz mniej nas na tych spotkaniach corocznych... Tereska w Krakowie, Henia pod Lublinem zakotwiczyła. Nie było też Marci bo nieoczekiwany nalot rodziny miała.
Kurcze, że też się ludziska po tym świecie rozłazić muszą, no. Niczym te żółwie po ogródku, gdy je tylko Wanda z wody wyjęła...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz