środa, 30 czerwca 2010

Atak fachowców

Wakacje_tralala, a ja na mordę padam.
Cóż – wakacyjne plany są kasochłonne – więc... na mordę „cza” padać i nie marudzić!
Czasami tylko sobie posłucham kaczej rodziny z rozlewiska obok, klekotu boćków_sąsiadów i innego rozświegotanego towarzystwa. Ostatnio też na elewacji wygrzewała się halusiowa ulubienica :P czyli żmijka malutka. Słodka była, to jej nie pogoniłam.
Tyle w temacie ukojenia po_cywilizacyjnego.
W te cudne okoliczności przyrody wtargnęli nam ponownie panowie_fachowcy_bombowcy i jak to zwykle bywa wszystko dzieje się na raz i na jedno wielkie huuuraaa!
Czyli tak:
– się robią alejki – wreszcie, bo dreptanie po dechach w deprechę mnie wpędzać poczynało;
– się schodki zaczynają ubierać w płytki , a my wyrastać z betonu;
– wykiełkowała trawa, którą oczywiście zapewne panowie_fachowcy_alejkowcy w trymiga zadepczą, buuu...
– ... a bambus na nasze żaluzje wciąż w Azji albo też Bóg jeden wie gdzie, wzrasta. Bo jakoś do nas w postaci deseczek żaluzjowych nie dotarł. A miał być biedaczek pod koniec maja.
– garażu pobudowlanego sprzedać nijak nie możemy. To znaczy możemy _możemy – za mniej niż połowę wartości – dziękuję, poczekam, bez przesady, kurde.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz