czwartek, 8 lipca 2010

Bilans

Bilans ostatnich dni:
Na wadze: minus 2 kg – bo wte i wewte rowerem zapierdzielam z 5 razy dziennie – a wszystko przez nabrane dodatkowe prace. Chciałam biznesu stulecia to mam :| ku niezrozumiałej prześmiewczej uciesze męża wredoty. Kilogramów tych akurat mi nie żal – proszę bardzo i więcej – a co mi tam! Ale pozostałych strat żal, jakby ciut_ciut więcej:
Zapas kawy – minus 2 kg.
Zapas cukru – minus 1 kg.
Kasa na koncie – minus kilka dooobrych tysiaków. Te akurat straty pozostają w ścisłym związku z powstałymi alejkami i płytkami na schodkach – fachowiec_budowlaniec_maści_wszelakiej nie tylko piwkiem okazuje się żyje :P Kawkę i owszem, poproszę.
Tak więc, o tak – tyle mej radości co se wyszarpię z dnia kilkanaście minut aby na tarasie nogi myk na poduchę i paznokcie wypiłować, kawę dopić. A książkę, którą normalnie połykam w dzień – czytam już tydzień, buuu, bo czasu wiecznie brak, a nie, że książka do bani.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz