niedziela, 25 lipca 2010

Ogrodzenia i ogórki

Pogoda nad morzem się załamała, szaleje sztorm, ludziska pomykają w kurtkach, więc mam na co zwalić decyzję o tym, że morze jednak za rok. Ale za to nie może tylko na pewno tak :D

Tymczasem oddaję się prozaicznie kobiecym zajęciom, typowym dla baby ze wsi:

Systematycznie donoszę piwo „fachowcom od płota” bo ten od frontu naszej posiadłości, że tak z rozmachem rzeknę, powstaje.

Wspieram męża w szykowaniu ekwipunku na suma, który niewiele różni się od tego na szczupaka No może tylko tym, że na suma generalnie chodzi się na noc, więc niezbędna zwiększona porcja jadła i napitków, procentów wiadomych.

Miast leżeć i pachnieć płatkami róż, uwijam się po podwórku, pachnę świeżym koprem, chrzanem i młodym czosnkiem, bo pakuję ogórki w słoje i kiszę, kiszę. Wszak nową piwniczkę musowo na zimę odpowiednio zapełnić. Ogórki kiszę na dworze. Konkretnie na szerokim podeście schodków wejściowych do domu. Obserwują mnie bociany sztuk trzy i niezliczona ilość jaskółek. Nikt nie kwapi się do pomocy, oczywiście. Ale jakoś fajnie się te przetwory pod gołym niebem robi – nie ma pierdzielnika w kuchni, nie ma żalu na los, który to kobietę w kuchni zamyka.




Poza tym goście, goście, goście... Jak to w wakacje.

1 komentarz:

  1. Moje już pięknie ukiszone i nawet słoiczek zdegustowany, bo przecież należy sprawdzić czy udane :) A Ty kiś Gusia, kiś wkrótce przybywam, to degustacja i Twoich musi się odbyć:)

    OdpowiedzUsuń