piątek, 2 lipca 2010

Poukładałam

Upalne lato i bardzo dobrze. Niech wreszcie będzie normalnie, a nie zima w środku jesieni, wiosna zimą, zima latem czy jakoś tak.
Wokół domu wciąż szaleją panowie_alejkowcy_płytkowcy, a wszystko robi się takie poukładane. Na tarasie zawiesiłam dzwoneczki, bo czuję się już tutaj bezpiecznie i wieczorny hałas nie wzbudza we mnie odruchów antyterrorystycznych.
Mogę bezczynnie siedzieć na foteliku, pić kawę z mleczną pianką i czerpać niewypowiedzianą radość z tego jak włosy łaskoczą mi nagie ramiona. Zamykam oczy i cieszę się tą chwilą, oddycham głęboko, bo chcę jak najwięcej tego uczucia wtłoczyć w swoje żyły. Zapamiętać na inny, gorszy czas...
Wiatr na tarasie w czasie upałów to taki bonus od natury.
Zaczęłam też wyciągać pudło z moimi artystycznymi skarbami do plecenia obrazków i takich tam :) Wraca wena! Hm... właściwie to była cały czas tylko spełniała się w innym zakamarku moich pomysłów na życie. We mnie też dużo poukładania :)
Optymizmu.
Energii.
Miłości.
Pewności.

dzyń... dzyń... dzyń...

Coś mi się przypomniało:

W ramach integrowania się z lokalnym środowiskiem wiejskim, poszliśmy na „wianki” organizowane corocznie przez naszą wieś_nie_wieś, bo tak naprawdę to osiedle (!!!), a nie żadna wieś.
No dobra. Ja tam swoje wiem – jak za miedzą mam konie, krowy, kury i koguta co napitala codziennie kukuryku o 4.22 to jest wieś, a nie osiedle!
Więc poszliśmy na rzeczone wianki, a tam TAAAAAAAAAAAKIE ognicho uszykowane. A z czego? A z moich_nie_moich wierzb :]
I wiem, że to wredne, ale dzika satysfakcja mnię była ogarnęła, gdy się ów stos olbrzymi za nic rozpalić nie chciał. Musiano podlać ze 3 kanistry benzyny, by wreszcie zapłonęło. Bo te wierzby powinny nadal rosnąć pod moim płotem i pysznić się w moim zachwycie, a nie spopielać ku uciesze zaprawionej piwem gawiedzi :) Nie powiem – ja tyż lekko zaprawiona byłam, a co!

A skoro o wierzbach mowa:
Po tej awanturze w czasie wycinki, pozostawiono trzy wierzby. Jedna padła pewnej nocy powalona przez wiatr podczas burzy, gdy na tarasie rozświetlonym świecami świętowaliśmy z Kotletami czterdziechę Marka. A dwie stoją i według wyliczeń naszego geodety – są w granicach naszej ziemi!!! Teraz ruch po stronie wspólnoty od pastwiska :) Mówiąc krótko – sprawa nadal otwarta.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz