poniedziałek, 30 sierpnia 2010

Skrótem na przemówienie

Skrótem na przemówienie
czyli relacja z XIII Zlotu Użytkowników Forum Psoriasis
Międzygórze 20–22 sierpnia 2010


Relację dedykuję wszystkim, którzy biedronkowali na XIII–ym zlocie w Międzygórzu:
Adusiowi, Anji, Agii i jej Słwkowi i Michasiowi, Czapli, Dianie, Dosi, Gojaxx i Piotrowi, Hali z Pawłem i Karoliną, Jackowi, Janince, WebMa(j)sterowi, Krysi49 i Januszowi, Krystynie i Patrykowi, Mago i Arkowi, Mamuśce i Karolince oraz Piotrowi z Maćkiem, Teracotcie i Markensowi, Ramzesowi, Sasquatch´owi i Renatce oraz Władzi, Jankowi i Ewuni, Sebikom czyli czarnejwdówce, Sebastianowi i Oliwce, Shoni i Grzesiowi, Suzi, Rosomakowi, Wkowalowi oraz moim trzem chłopakom :)


To był zlot! Bogaty w atrakcje, wydarzenia, powiedzonka, pełen niespodzianek. Nie wiadomo jak i od czego zacząć. Na pewno problemu nie ma z tytułem. Dlaczego? A to już zasługa organizatorki zlotu Gojaxx, która co chwilę z zacięciem i wielką wprawą wygłaszała przemówienia, podczas których przekazywała ważne informacje. Czasami potrzebowała decyzji grupy w jakiejś sprawie, ale jak przystało na wielbicielkę demokracji (sic!) i tak jej zdanie było ostatnie i chwała jej za to J A skąd skróty? Bo Gosia w czasie wędrówek co chwilę wyszukiwała ciekawych, jej ukochanych tajnych szlaków „na skróty”, zaś jej skrót samochodowy w drodze powrotnej ze Szczelińca przejdzie do historii zlotów jako zakręt śmierci – 180 stopni i w dodatku prawie że nad przepaścią. I zapewniam, że „prawie” tym razem wcale nie czyniło różnicy. Kotlina Kłodzka obfituje w liczne drogi, objazdy, skróty właśnie, ale niestety wątpliwej jakości, chociaż o ogromnej malowniczości.
Śmialiśmy się, że ten zlot jak żaden inny dzielił się niespodziewanie na: przedzlot, zlot i pozlot. A wszystko dlatego, że bardzo dużo osób zdecydowało się na dłuższy pobyt w naprawdę przepięknej Kotlinie Kłodzkiej położonej w Sudetach Środkowych, na południowo–zachodnim krańcu Polski. Co i raz do naszych komórek pukała czeska telefonia.
Zanim zlot rozpoczął się na dobre i tuż po jego zakończeniu część ze zlotowiczów zwiedziła Kopalnię Złota w Złotym Stoku, Polanicę Zdrój (gdzie niestety rozmyła się atrakcja w postaci tańczącej kolorowej fontanny), dzieło średniowiecznej urbanistyki Bystrzycę Kłodzką z zachowanymi murami obronnymi wraz z basztami oraz absolutnie niesamowite Skalne Miasto w czeskich Teplicach ze skupiskami skał, które natura ukształtowała w sugestywne formy. A są wśród nich i wielkie skalne gacie Ducha Gór Karkonosza, i toporek, i wykałaczka, i łeb koński, i co tam jeszcze każdy sobie wypatrzy. Tu kamienne schodki, tam jakiś tunel do przejścia... Wrażenie robią rosnące dosłownie na gołych skałach sosny i świerki. Trudno słowem ogarnąć to co zachwyca oczy!

19 sierpnia 2010
Czwartek przedzlotowy
Szczeliniec, czyli skrótem bliżej


Rano słońce – nic dziwnego, w końcu tyle osób je zamówiło, że usługa musiała zostać zrealizowana. Spotykamy się przed imponującym „Gigantem”.
O miejscu naszego kwaterunku muszę rzec słów kilka, bo budowla to imponująca. Z wyglądu przypomina siedlisko niejakiego pana Gargamela ze Smerfów tudzież Hogwart – Szkołę Magii i Czarodziejstwa wyjętą żywcem z powieści o Harrym Potterze. Powstały w 1882 roku drewniany olbrzym zaskakuje bogatą formą architektoniczną – pełno koronkowych, drewnianych zdobień, podcieni, przejść, labiryntów korytarzy, wieżyczek, balkoników i tarasów. Pod koniec XIX wieku „Gigant” był najchętniej odwiedzanym... luksusowym ośrodkiem sanatoryjnym w popularnej niemieckiej miejscowości letniskowej jaką wówczas było Międzygórze (Wölfelsgrund). Teraz sprawia wrażenie opustoszałego, zapomnianego, ale to tylko dodaje temu miejscu uroku. Pokoje połączone zewnętrznymi tarasami sprzyjają kontaktom... Wewnątrz skrzypi, pachnie starym drewnem i przeszłością... Do naszej dyspozycji była świetlica, w której chętnie zbieraliśmy się wieczorami na „biedronkowaniu”. Za oknami szumiał potok, a właściwie rzeka Wilczki z malowniczo wciśniętym pomiędzy skały wodospadem Wilczki, ale o tym będzie później...
Póki co stoimy wszyscy pod „Gigantem”, gdzie właśnie trwa poranna zbiórka zlotowiczów, a dyscyplina w tej kwestii była jak na zlot niespotykana. Coś takiego, po 13–u zlotach wreszcie nauczyliśmy się punktualności! Wysłuchaliśmy przemówienia Gosi – co tam dziś w planie i takie tam. Gosia mówi, my jej dogadujemy – no ciężkie jest życie łorganizatora. Wreszcie wyruszamy w piękny dzień! Zaczynamy od rajdu samochodowego. Prowadzi Gojaxx, kawalkadę zamyka Ramzes. Wszyscy karnie jadą za Gosią, a gdyby coś – Ramzes ratuje. Podział obowiązków, że hoho.
Kudowa Zdrój. Zanurzamy się w uzdrowiskowym klimacie przepięknego, kwiecistego Parku Zdrojowego, w Muzeum Zabawek przenosimy się w czasy dzieciństwa, puszczamy bańki mydlane i każdemu micha śmieje się od ucha lewego do ucha prawego i na odwrót. Zresztą to przypadłość całozlotowa – ten dziwny uśmiech w te i wewte.
Wcześniej mamy sporo wrażeń w Kaplicy Trupich Czaszek. Pozostaliśmy w szacunku dla tego niepowtarzalnego miejsca spoczynku wielu istnień ludzkich, ale już obsługa mocno uczulona na fotografujących (nawet z zewnątrz) przypomina nam niedorzeczne czasem szkolne zakazy i nakazy, no i chcąc nie chcąc wywołuje w nas uśmieszki i dowcipne komentarze, ale takie po cichutku; grzeczni byliśmy. Naprawdę! W drodze powrotnej Piotruś gojaxxowy z charakterystycznym dla siebie urokiem obdarza swą żonę, a naszą organizatorkę, kwieciem ujmującym w swej skromnej urodzie. Że niby wielki kwiat dla wielkiej kobiety. Kobieta lubi być generalnie kwiatami obsypywana więc nie ma co dziwić się radości Gosi. Imponującej stokrotki zazdrościły wszystkie zlotowiczki.
Wzmocnieni wodą zdrojową i posileni innymi specjałami wracamy na szlak, czyli Panie Panowie przed nami hit dnia!!! Karłowo i wejście na Szczeliniec Wielki, który jest najwyższym (919 m n.p.m.) szczytem Gór Stołowych.
Zdobycie Szczelińca to po prostu wspaniała zabawa! Odnosi się wrażenie powrotu w świat dziecięcych wędrówek po tajnych przejściach, „bazach” niedostępnych dorosłym. Na szczyt prowadzi wędrowców kręty szlak składający się z 665 schodów – nie liczyliśmy, wierzymy przewodnikom [Wink] Po drodze mijamy niezliczone skały o fantazyjnych kształtach. Niektóre posiadają nazwy nawiązujące do posiadanego kształtu, np. Wielbłąd, Słoń, Wiewiórka, Zamurowana Świnka, Tron Liczyrzepy, ale najfajniejszy jest Małpolud – naburmuszona skalna Małpa patrzy sobie hen ponad płaskie szczyty! Przechodzimy wykutymi w skałach schodkami, przez głębokie szczeliny, labirynty, tunele, zagłębienia, których nazwy działają mocno na wyobraźnię: Piekło (najgłębsze), Ucho igielne, Diabelska Kuchnia, Czyściec. Wreszcie docieramy na wypłaszczony szczyt, do tarasów widokowych, gdzie wiatr targa włosy, a pejzaże przywodzą na myśl tylko jedno: „o rany, jak tu pięknie!”. Przed nami wspaniała panorama obejmująca większość pasm górskich polskich i czeskich Sudetów. Podziwiamy. Jest naprawdę pięknie! Zachłannie wdychamy czyste, rześkie powietrze.
Podczas wędrówki zakamarkami Szczelińca połączyła nas konspira – co sprezentować Gosi w podziękowaniu za czas i serducho włożone w przygotowanie zlotu? Właściwie „CO” to wiadomo: czymże można obdarować szaloną kolekcjonerkę dzwonów, dzwonków i dzwoneczków? Tylko jak się wstrzelić by nie ustrzelić takiego jaki już ma? Wraz z Piotrusiem–Sasquatchem i Czaplą–Justynką w spisek wciągamy Piotrusia gojaxxowego (Piotruś gojaxxowy to zaś totalnie inna histoooria!!!) i tym sposobem niczego nie świadoma, zagadywana przez wszystkich Gosia, spowalniana w marszu, staje się przyszłą posiadaczką potrójnego, pamiątkowego dzwonka ze Szczelińca. Bo Szczeliniec był ach i ech! I jeszcze och!
U podnóża Szczelińca na straganie, których pełno, jak to zwykle w turystyczny dzień targowy kilkoro zlotowych ludków zaopatrzyło się w chińskie kapelutki i tym sposobem wydało się, że tę część zlotu sponsorował Fundusz Wczasów Pracowniczych Pól Ryżowych (prawa autorskie – teracotta). Radości z tych kapelutków było co niemiara!
Powrót do Międzygórza obfitował w liczne drogowe atrakcje przebiegające generalnie pod hasłem: skrótem bliżej! Wyścig Formuły 1 po ulicach Monte Carlo niech się chowa – dziękujemy za te siurpryzy mrożące krew w naszych starganych stresem żyłach.
Wieczorem grill. Piotr–Sasquatch świeci światełkiem, a wszyscy mają chrapkę na grillowaną cukinię, z domowego ogródka Władzi i Janka. Kiełbasa jest przecież taka powszednia... Kochane dobre duszki grillują cienkie płatki cukinii i kiełbaskę dla wszystkich leniwców – dziękujemy Wam kochani [Smile]
Po grillu komu by się chciało spać – e tam – śmigamy więc do świetlicy „Giganta”. A tam harce, śpiewy, hulanki i swawole – ale grzeczne ogólnie rzecz ujmując [Laughing] Zresztą Piotruś gojaxxowy skrupulatnie wszystko obfotografował. Tuż po północy dzwonimy do Rumi i śpiewamy jej głośnie i donośnie „Stooo laaat!” bo właśnie rozpoczął się dzień jej kolejnej 18–tki. Zaraz potem idziemy spać. No naprawdę – niesamowita dyscyplina na tym zlocie była, hyhy

20 sierpnia 2010 piątek
Wreszcie mamy zlot :) Igliczna i niespodzianki


Oficjalne rozpoczęcie zlotu i zaczynają się przemówienia Gosi. Z braku trybun, ambony tudzież innej mównicy, Gosia wskakuje na jakieś murki, albo pieńki, skałki i co tam sobie upatrzy. A my słuchamy, czasami się zgadzamy, czasami udajemy, że nie – tak pro forma, aby przypadkiem organizatorka nie miała zbyt łatwego życia.
Słońce i doskonałe samopoczucie towarzyszą nam gdy wyruszamy na Igliczną (845 m n.p.m.). Szlak prowadzi przez zaporę wodną, wcześniej przechodzimy mostkiem przerzuconym nad rzeką Wilczki i po raz pierwszy robimy wielkie WOW! Jak pięknie! A na kolana rzuca nas wodospad Wilczki nad rzeczką Wilczki – tą samą, która tak radośnie szumi u stóp naszego „Giganta”. Na szlaku jest cudnie. Co chwilę napotykamy cieniutkie stróżki, szerzej rozlane strumyczki, skaczemy przez nie jak te koziczki albo też dziarsko maszerujemy mocząc stopy... Marudzimy oczywiście, że co tak stromo (jakby w górach miało być płasko), Gosia nas oszukuje, że to ostatni albo też jedyny taki ostry kawałek podejścia:
– Gosia mówiłaś, że już ostrych podejść nie będzie!
– Kłamałam – odpowiada roześmiana Gosia. Więc się śmiejemy i idziemy dalej.
Odkrywamy też, że o kurcze tu są grzyby! I zaczęło się grzybobranie, które swą kulminację osiągnęło podczas drogi powrotnej ze Śnieżnika, ale to było nazajutrz. Na szczycie Iglicznej postój w schronisku na dłuuugaśne pogaduchy, kawę, piwo i takie tam różności, które każdy lubi. Oczywiście z widokiem na kojące oko krajobrazy ciągnących się pasm górskich. W Sanktuarium „Marii Śnieżnej” na górze Iglicznej... Ciii... to czas prawdziwie dyskretny... odchodzimy... Z tej części zlotu relacji nie ma...
Wracamy przez Ogród Bajek, gdzie odwiedzamy Bolka i Lolka, Koziołka Matołka i Shreka też. Wciskamy się do Domków Miłości, Szczęścia, czerpiemy ze źródełka rozkoszy i czytamy niezliczoną ilość sentencji Ogrodu Bajek wypalonych na drewnianych deseczkach, ot choćby takie: „Róbta co chce ta, ale nie tutaj”, „Wychodząc z siebie zbytnio się nie oddalaj”, „Wykształcenie nie piwo, nie musi być pełne” [Laughing]
Trasę kończymy nad wodospadem Wilczki. Wsłuchani w huk wody spadającej kaskadą w dół pomiędzy zalesionymi stromymi skalanymi zboczami, odpoczywamy po długim wędrowaniu.
Wieczorem znowu grill, tym razem bez cukinii, ale za to z niespodziankami i częścią artystyczną czyli premierą piosenki „Kto na zlocie musi być!”. Tajnos–agentos próba odbyła się w jednym z „gigantowych” pokojów.
Wcześniej pierwsza z licznych niespodzianek tego wieczoru. Jacek obdarowuje dwie kobiety góralskimi, ślicznie haftowanymi papuciami: jedną kobietkę o najmniejszym i drugą o największym rozmiarze buta. Padło na sebikową Oliwkę i Janinkę. Gratulujemy dziewczyny! Dziękujemy Jacku za naprawdę sympatyczny gest!
Wieczorem przenosimy się do świetlicy „gigantowej” i biedronkujemy w najlepsze. W tym czasie następuje szereg kolejnych niespodzianek:
– Teracotta z Markensem „metkują” wszystkich zieloną plakietką swojego projektu i wykonania: uśmiechnięta biedronka tuż pod górskimi szczytami z napisem Międzygórze 2010,
– Gojaxx otwiera przesyłkę kurierską od Dosi, z której rozlewa się... miód na nasze serca: czekoladowe piernikowe serca z pyyysznym nadzieniem i miód pitny, który ochoczo po kropelce wlaliśmy w swe serca... to znaczy gardła. Wszystkich paczka mocno zaintrygowała. Raz adres: „biedronek zlot” – brawo firma kurierska, już zapomniałam jaka. Dwa: pudełko – po pampersach.
– Kolejna niespodzianka – Gojaxx stawia! Wieeelką butlę po wodzie mineralnej z kiszonymi ogórkami. Chyba nie muszę mówić, że po chwili pozostało po nich koperkowo–czosnkowe wspomnienie. Chociaż Ramzesik marudził: a smalczyk gdzie?
Po niespodziankach znowu zabawa na całego, ale opisywać nie będę bo mi gojaxx ocenzuruje J Wystarczy, że w jej posiadaniu jest fotograficzny materiał dowodowy autorstwa Piotrusia. Idziemy spać!

21 sierpnia 2010 sobota
Śnieżnik i ognisko
Tradycyjnie spotykamy się pod „Gigantem” na porannej odprawie [Laughing] Pojawia się kolejna niespodzianka – Dosia we własnej osobie, autorka kurierskiej paczki, której zawartość tak ochoczo konsumowaliśmy poprzedniego wieczoru.
Terenowymi samochodami przesympatycznych panów GOPRowców, na raty zajeżdżamy w okolice najstarszego polskiego schroniska „Na Śnieżniku”. Podczas oczekiwania na przyjazd całej grupy trwają rozmowy, leniwe leżakowanie w słońcu i sesje fotograficzne. Miłe chwile bycia RAZEM...
Wreszcie rozpoczynamy wędrówkę: mieszankę wspinaczki i spaceru wśród zachwycających lasów wzgórza. Świeże, górskie powietrze, słońce, rozmowy – wszystko to działa niczym najlepszy lek na wszelkiego rodzaju stres. Tego nam trzeba! Po drodze wprost z krzaczków zajadamy jagody i zbieramy kamienie ze złotym i srebrnym nalotem.
Śnieżnik (1425 m n.p.m.) jest najwyższym szczytem polskich Sudetów Wschodnich. Roztacza się z niego rozległa panorama prawie całych Sudetów. Na szczycie znajduje się słupek graniczny o numerze 69/10, a po obu stronach granicy trwa sympatyczna rywalizacja Polscy turyści kontra Czescy: przenoszenie kamieni z polskiej strony na czeską i odwrotnie. My również przerzuciliśmy po kamieniu, a później na takim kamiennym wzniesieniu zrobiliśmy grupowe zdjęcie. Jest w galerii – machamy na nim wesoło do każdego z Was!
Po wejściu na Śnieżnik oddaliśmy się błogiemu lenistwu. Wygrzewaniu na słońcu nie było końca. A jak wspaniale leżało się w niskich wrzosach... Wianek z nich zapleciony trafił na rękę Diany, która dzielnie dotarła na Śnieżnik. Niestety szpagatu na nim nie zrobiła, ale na świetlicowym biedronkowaniu i owszem.
Oj, jak nam się nie chciało schodzić z tego Śnieżnika. A gdy już wreszcie na szlak wróciliśmy to ogarnął nas szał grzybobrania. I tak kicając po stromych zboczach dotarliśmy nieśpiesznie do Międzygórza. Szybkie odświeżenie pod prysznicem i... pożegnalne ognisko. Już? Przecież nie tak dawno przyjechaliśmy...
Podczas ogniska podziękowaliśmy Małgosi najpiękniej jak umieliśmy za zorganizowanie zlotu. Pośpiewaliśmy... pośmialiśmy się; ostatnie rozmowy... wspomnienia... planowanie kolejnego zlotu.

22 sierpnia 2010 niedziela
Do zobaczenia na kolejnym zlocie!

W niedzielę od rana trwały pożegnania. Rozjeżdżaliśmy się do swoich spraw, obowiązków, ale z ciepłą pamięcią ostatnich wspólnie spędzonych dni.
Są ludzie i miejsca, których się nie zapomina. Takim miejscem pozostanie dla nas Międzygórze, takimi ludźmi – wszyscy Ci, których tam spotkaliśmy podczas XIII Zlotu Użytkowników Forum Psoriasis...
„Nie rób mi tego Aga, błagam cię nie rób” – zaklinała mnie szeptem Gosia gdy na ognisku wywołałam ją do wysłuchania „PRZEMÓWIENIA” wygłoszonego dla niej w imieniu zlotowiczów. Chociaż na koniec, ten jeden raz to Gosia musiała grzecznie słuchać i to bez skrótów!

tekst: agpela
foto: agpela & spółka rodzinna zielona plakietka: teracotta & Markens
W relacji wykorzystano informacje zawarte w przewodniku Marka Perzyńskiego „Ziemia Kłodzka – kod sztuki, wody życia, sanktuaria, zamki, skalne osobliwości”, Wrocław 2009

–––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––––
Zdjęcia ze zlotu oraz relacja w formacie pdf znajduje się w Forumowej galerii
Plik w formacie pdf do ściągnięcia znajduje się tutaj: Skrótem na przemówienie – relacja ze zlotu w Międzygórzu

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz