wtorek, 21 września 2010

Takie tam

No to mi grzyby wyszły bokiem. A raczej nosem, bo mam katar, boli mnie głowa, huczy mi w uszach, drapie w gardle, piecze w oczach i generalnie jest mi źle. Rozsiewam na lewo i prawo zarazki. Jedyne miejsce, w którym się w tej chwili widzę to łóżko, wciąż tak pięknie pachnące drewnem dębowym. Do tego książka, kubas gorącej herbaty z malinami, cytryną i miodem. I cisza. Jejuśku no bardzo proszę o ciszę dla siebie.
Muszę być zdrowa, muszę mieć jasność umysłu, bo:
Ruszam z próbami – ajjj jak ja nie lubię początków, tego „ustawiania” programu, wrrrrr!
Chcę jeszcze pojeździć do lasu, bo kocham zbierać grzybki przecież.
Muszę przed jesiennymi chłodami zlikwidować swój rachityczny warzywnik – zamierzam te malusie warzywka co mi powyrastały, przerobić w mieszanki mrożone. Będzie jak znalazł na szybką zupę.
Na piątek wreszcie udało mi się zebrać wszystkie dziewczyny i organizuję obsiedliny koleżeńskie. Przyjeżdża Tereska, a być może nawet Heni uda się wpaść na chwilę! W takim składzie to nie byłyśmy razem od co najmniej roku, albo i lepiej... To będzie długa noc. Tyle spraw do obgadania... Nie mogę się doczekać. Marecki obiecał jakoś to znieść, ten cały babiniec.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz