czwartek, 16 września 2010

Twórcze rozterki

Proces twórczy to potrafi człowiekowi w racjonalnym funkcjonowaniu namieszać.
Oto stoję trzydziestą którąś minutę pomiędzy półkami z tomami sygnowanymi hasłem POEZJA, DRAMAT, SATYRA. Szukam natchnienia do napisania scenariusza na temat.
Przewertowałam Twardowskiego, Tuwima, Świrszczyńską, Pocka, Gałczyńskiego, Staffa i antologie wszelkiego rodzaju: począwszy od antologii kraju rad, skończywszy na satyrze greckiej. Zatrzymałam się przy dawno nie przeglądanych, a uwielbianych przeze mnie satyrykach: Wittlinie, Kernie, Załuckim, Grońskim, Przyborze (to na kanwie „Piosenek Starszych Panów” tegorocznego świetnego koncertu beznadziejnego festiwalu opolskiego – przynajmniej wg mnie). W końcu sięgnęłam po Szymborską bo coś mi Ona znowu zaczęła grać w duszy. Wynurzam się zakurzona spośród zakurzonych półek z zakurzonymi książkami zapomnianymi od lat. Bo nawet uczniowie tu nie zaglądają. Czytają wszystko w necie, najczęściej streszczenia, nawet wierszy. Streszczenia. Wierszy. Tak. Naprawdę!
Więc zmierzam w stronę bibliotekarki, pani Bogusi, i mam zamiar poprosić, aby sprawdziła w mojej karcie czy już miałam tomik Szymborskiej „Koniec i początek”. Trzymając wzrok wciąż pomiędzy kartami pytam:
– Pani Bogusiu, a jaką ja miałam poprzednio kołdrę?
I nastała cisza.
Pani Bogusia jest gadatliwa, więc ta nagła cisza mocno mnie zaniepokoiła. Podnoszę wzrok znad wiersza „Może to wszystko”. Trafiam na okrągłe talerzyki deserowe, w jakie to zamieniły się oczy pani Bogusi. I już rozumiem wszystko. Następne 10 minut spędziłam wijąc się ze śmiechu, razem z panią Bogusią oczywiście. Skąd mi ta kołdra się wzięła? Skąd skojarzenie z numerem katalogowym książki, alboli też z moim numerem czytelnika???
Dlatego powtarzam – praca twórcza odmóżdża.

A tomik już ów miałam.
Ale wzięłam jeszcze raz, wszak:

„Może to wszystko dzieje się w laboratorium?
Pod jedną lampą w dzień
i miliardami w nocy?
Może jesteśmy pokolenie próbne?
Przesypywani z naczynia w naczynie,
potrząsani w retortach,
obserwowani czymś więcej niż okiem,
każdy z osobna
brany na koniec w szczypczyki?”

[...]

A, tam!
Idę obrabiać grzyby, bo znowu dziś taaaki zbiór z lasu przytargany :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz