poniedziałek, 27 grudnia 2010

Święta

W zapachu świerkowych gałązek.
W płomieniach kominka.
W migoczącym świetle choinowych lampek.
W skrzących od mrozu płatkach śniegu.
W kadrze aparatu fotograficznego.
W sercu... i tuż pod powiekami...
Zamknęłam piękno bożonarodzeniowych chwil.
Obudziłam w sobie egoistkę – i nie oddam ich nikomu, bo długo na nie czekałam...

sobota, 18 grudnia 2010

Kolędy w rytmie hip hopu

Męską część mojej rodziny opętał bakcyl muzyczny. Michał z gruzowiska rzeczy, odłożonych po przeprowadzce do lamusa, odkopał keyboard i postanowił odświeżyć swoją muzyczną pamięć w kierunku kolęd. Mąż zaś, po czterdzieste postanowił COŚ zmienić w swoim życiu, a najlepiej zrobić COŚ szalonego. Zważywszy na to, że dom już wybudował (czyste szaleństwo, prawda?), stwierdził, że spełni swoje kolejne odwieczne marzenie i zostanie... wirtuozem gitary.
Przeprowadziłam małe rozeznanie wśród znajomych i wyszło mi tak: jeden znajomy w ramach zmiany życia po 40–tce postanowił pozbyć się balastu w postaci żony i trójki dzieci, drugi kupił gitarę i trzeci też. Czyli mój mąż mieści się w granicach statystycznych szaleństw po czterdziestce, statystycznego faceta z kręgu moich znajomych. W sumie z tą gitarą to nieszkodliwe, co nie?

Póki co, w domu pachnie... jakby śliwką, bo właśnie w kominku dokańcza swego żywota brzoskwiniowe drzewko, którego wiosną pożarła jakaś choroba. Cudnie ogień płonie... i ciepełko jakieś takie bardziej przytulne. Śnieg za oknem skrzy jak milion miniaturowych gwiazdek. Fafinek śpi w cieplusiej budzie razem z maskotką miauczącego kota, więc mniemam, że nie czuje się samotny...

U... spadam, bo po próbie kolęd, w moim domu pobrzmiewa gitarowy song wespół w zespół z hip hop rapami bitami.
Ołłł ye, ye Ziomale!

niedziela, 12 grudnia 2010

Nie pokazywać dzieciom

Oglądanie pamiątek z różnych etapów życia ma swoje konsekwencje. Czasami wychowawcze.

Szukałam mega ważnej fotki, którą jakiś pan kiedyś_gdzieś w przelocie mi wypożyczył i nagle po 4 latach przypomniał sobie bym mu oddała. No tak – po przeprowadzce to ja sobie mogę teraz znaleźć co najwyżej kilo gwoździ ale nie coś takiego jak maleńka fotka sprzed 20 lat. Dla mnie mało znaczący kawałek fotki, a dla kogoś pamiątka. Yh... Mam problem i nauczkę, ale nie o tym chcę pisać.

W każdym razie w ramach poszukiwania tejże fotki, wytachałam dziś z różnych zakamarków pudełka, pudła, teczki, teczuszki, koperty, albumy z fotkami (takimi na papierze fotograficznym wywoływane – jakby kto nie wiedział to tak się kiedyś robiło, gdy nie było cyfrówek ;)
No i na me nieszczęście dosiadło się starsze dziecię. I mocno się zaczęło niektórymi fotami interesować. Z lat młodzieńczych rodziców, niestety. A że miałam kiedyś zwyczaj opisywania tychże fotek datami – to dziecię skrupulatnie sprawdzało. Szczególnie zaś zainteresowało się fotką gdzie osobista matka, młodsza o lat uuuuu... a ze 20, albo li też więcej ;) siedzi w towarzystwie kuleżanek i kulegów i osobistego chłopaka – obecnie męża i ojca tegoż nastoletniego dziecia. I co matka w łapkach trzyma? Ano niestety, biję się w pierś: rzecz kompromitującą, czyli dwa wina marki „wino” (kiedyś taki wynalazek był). Syn natychmiast na odwrocie dopatrzył się daty, szybko przeliczył ileż to mać jego wówczas miała lat (noż kuźwa z matmy to on dobry i kalkulatora nie potrzebuje) i wyszło mu że była nieletnia :] Na me wytłumaczenie mam tylko to, że:
– pierwszy raz to było :P
– i w górach gdzie przez 5 dni lało non stop a gripexów wówczas nie znano, więc się trzeba było ratować tak bardziej tradycyjnie
– nooooo... aaa... poza tym ja to wino tylko trzyyyymałam :) Pili inni.

Potem było gorzej. Bo dziecię się dorwało do świadectw rodziców i indeksów z czasów studiów... A, że zbliża się półrocze, to złapało, cholera jasna, argumenty nieodparte. Że czasami z tymi ocenami to różnie bywa, co na przykładzie rodziców ewidentnie widać.

Morał?
Kochani, pamiątki ze swoich czasów nastoletnich, nastoletnim dzieciom pokazywać gdy już nastolatkami być przestaną ;)

PS. W załączeniu dowód rzeczowy :)
Ten facet obok, co bułkę pożera to mój osobisty wówczas chłopak. Obecnie mąż i ojciec dziecia ;)
Kolegę powyżej i koleżankę po mej prawicy ucięłam – oni też mają nastoletnie dzieci, to co im będę koło pióra robiła ;)