sobota, 28 maja 2011

Leniwie

Fafcio zaczął nam coś utykać. Oglądaliśmy mu łapki na wszystkie strony i nic nie widać – żadnego zakłucia, rany, opuchnięcia. Odpada też przypadkowe potrącenie samochodem, bo Fafik nie biega sam poza ogrodzeniem i mamy go niemalże stale na oku. Zresztą bądźmy szczerzy – rozpędzony samochód i nasza polna droga to coś co się zdecydowanie wyklucza ;)Koń go też nie kopnął, ale właściwe to tylko kwestia czasu, bo każdego konia w końcu może wnerwić pies, który piłuje na niego japę i w dodatku podgryza mu pęciny. Pani weterynarz twierdzi, że może to być objaw niedoboru wapnia i fosforu; szczeniak w tym wieku mocno rośnie. Fakt, Fafcio w ciągu tych 6. miesięcy od kiedy go mamy, urósł co najmniej pięciokrotnie. Zakupiliśmy odpowiednie odżywki i obserwujemy dalej.
Mięliśmy spotkać się z Kotleciorami i Szymkami w pierwszy łykend czerwca, ale ponieważ wówczas pan Marecki będzie hasał po włoskich szlakach bojowych, zarządził spotkanie na ostatnią sobotę maja, czyli... dzisiaj właśnie. Jacek z Gosią, którzy pierwotnie planowali większe zakupy w stolicy, wystraszyli się obamowego szaleństwa blokad, objazdów tudzież zakazów wszelakich i zostają na prowincji bawić się razem z nami. Co tam będą w paradę prezydentowi JuEsEj wchodzić ;)
W pracy rozpoczyna się okres przedwakacyjnego rozleniwienia, sporo spraw jest już na spokojnym finiszu (przy czym nie mam tu na myśli dzieci, w tym i moich, walczących o końcowe wyniki na świadectwach). Dlatego pozwoliłam sobie właśnie w czasie służbowym na planowanie menu na ogrodowe party. Na pewno zaserwuję moje ostatnie odkrycie czyli bakłażana grillowanego z sosem czosnkowym i pomidorami i jeszcze francuskie paluchy z serem – idealne i dla dzieciaków do pochrupania i dla facetów jako przekąska do piwa. Z mięs postawię na drób – szaszłyki z piersi kurczaka w przyprawie gyros i nieśmiertelne skrzydełka w miodzie. Oby tylko pogoda nam dopisała bo zapowiadają burze i wichury. Acha! Zapomniałam o grillowanych bananach z czekoladą – to oczywiście zamówienie Jędrka. Jejuuś... Ania prosiła o kaszaneczkę pieczoną w łódeczkach z folii: z cebulą, pieczarkami i ogórkiem kiszonym. A może dodać do nich po dwa–trzy kiszone karczochy... No z kuchni to ja dziś nie wyjdę.
W nocy przetoczyła się burza, ale taka bardziej wietrzna i pohukująca niż piorunująca błyskawicami. Powietrze przeczyszczone, świeże, z dominującą nutą kwitnących gęsto akacji, w sam raz na popołudniowego grilla na tarasie.
Dopiłam kawę, pora szykować się na przyjście gości.
Miłego popołudnia :)

2 komentarze:

  1. oglądnij pieska czy nie ma kleszczy

    OdpowiedzUsuń
  2. kleszcze przechodziliśmy w marcu :( Mocno chorował i ledwo przeżył... fakt... moźe jakieś złe pozostałości :(

    OdpowiedzUsuń