wtorek, 17 maja 2011

Maj, naj, naj!

Maj jest najpiękniejszym miesiącem roku i nawet kapryśna pogoda mu tego tytułu nie odbierze. Już początek miesiąca nie wróżył niczego dobrego. A na pewno nie wymarzoną przez społeczeństwo majówkę rodem z folderów reklamowych marketów oferujących w promocyjnych cenach kaszankę i kiełbasę na grilla. Majówkowego rzecz oczywista. Wieczorem 3 maja za naszymi oknami zabieliło się od śniegu. Czerwone tulipany pokrył biały śnieg i zrobiło się tak mniej więcej patriotycznie. Potem było ciut ładniej, nie powiem, zdążyły zakwitnąć na maturę kasztany i zapachniały bzy, konwalie, no i zażółciło się od mniszka. I gdy już wszyscy wróżyli, że „zimni ogrodnicy” zrobili co swoje na początku miesiąca, niespodziewanie „zimna Zośka” tupnęła nogą: wszak jak zimna to zimna, no i zimno było.
Buja się ten maj na meteorologicznym hamaku, oj buja. Ale jest piękny – i basta! Podziwiam go codziennie podróżując moim jednośladem to tu, to tam. Chociaż bywają przygody niezbyt miłe.
Kilka dni temu ptak narobił mi centralnie na głowę. Zanim jednak TO zrobił – zdążyłam się nim zachwycić. Że taki ładny i tak się cudnie komponuje z wiosenną zielenią i błękitnym niebem. Ostatnim razem takie bliskie spotkanie z ptasimi ekskrementami miałam całe lata temu. Jechałam wtedy na egzamin z psychologii społecznej. Albo etyki, już nie pamiętam. Egzamin zdałam. Pewnie się ten ptaszek swoim wyczynem wówczas do tego z lekka przyczynił. Mam nadzieję, że ten co mi razą to uczynił, też zwiastuje co dobrego i szczęśliwość ogólną.
I z tą radosną myślą podążam pić kolejną kawę bo sen mnie gnie, a przecież jeszcze wieczór majowy trzeba popodziwiać i posłuchać rechoczących żab...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz