piątek, 29 lipca 2011

Aktualności różne

Ale sobie pomilczałam. Dlatego uprzejmie donoszę co aktualnie słychać:

Aktualności pogodowe:
Nuda panie, nuda – często pada, chłodno, słońce jak już wyjrzy zza chmur to jakieś takie rozkapryszone. Rzec by się chciało: normalka panie, lipiec w Polsce. Ale nie bądźmy złośliwi, zgryźliwi i dajmy szansę naturze na poprawę. Tym bardziej, że dziś słońce dominuje. Mimo opadów Wieprz trzyma się w ryzach, czyli brzegów swych zbytnio nie opuszcza, choć podniósł poziom.



Aktualności domowe 1:
Dziwny jest dom bez dzieci. Zbyt cichy, zbyt pusty, zbyt czysty nawet... Ale wesołe i bynajmniej nie stęsknione głosy chłopaków w telefonie rekompensują mi moją tęsknotę za nimi. Na rozpalonej słońcem plaży w samym czubku włoskiego buta jest im w tej chwili zdecydowanie milej. U nas rzeka chłodna, jeziorko też – nie wiem czy w tym roku zdążą się jeszcze ogrzać.
Poza tym z Panem Mężem osobistym uskuteczniamy całkiem przyjemne życie słomianych rodziców czyli we dwoje: wspólne śniadanka... wieczory z kumkającymi żabami, bąbelki szampana o zachodzie słońca, troszkę atrakcji towarzyskich czyli goście u nas i my w gościach – takie tam różniste przyjemności, ten tego ;)
A Jędrek, skubaniec ciekawski, przed wyjazdem dopytywał:
– Mamo, a co wy właściwie będziecie z Tatą robili jak nas nie będzie?
Tak to dzieci postrzegają rodziców – w kontekście rodzicielstwa właśnie. Ale rodzicielstwo to tylko część wspólnego bycia razem dwojga ludzi. Bardzo piękny i bardzo intensywny emocjonalnie, ale jednak część.
Więc panie Jędrulka – mówiąc krótko – rodzice nie nudzą się ;) Ale za dzieciorami tęęęsknią...

Aktualności z szufladki „ja i moja mama”:
Mama miała zabieg okulistyczny – usunięcie katarakty, o której zresztą dowiedziała się całkiem przypadkowo, bo sądziła, że ma po prostu „gorszy wzrok ze starości”. I że taka to już kolej rzeczy i jej niedoli polegającej na podupadającym nieuchronnie zdrowiu – oględnie ujmując.
Dzwonię do niej dowiedzieć się co i jak i czy wszystko OK.
– A daj spokój!!! – rzecze oburzona rodzicielka.
– Co się stało? – pytam zaniepokojona, oczami wyobraźni już widzę Mamę na wpół ociemniałą.
– Słuchaj, no nie wiem po co ja to robiłam! Ty wiesz jakie ja mam zmarszczki?! I ile kurzu na parapetach mam, a przecież wycierałam! Wszystko teraz widzę. Tylko po co? Chociaż nie powiem, kolory jakieś takie bardziej kolorowe, no i widzę jakby szerzej.
Odetchnęłam z ulgą – to tylko mamine marudzenie. Zabieg się udał, za pół roku do poprawy drugie oko. Może jakoś mama przegryzie to niespodziewane przejrzenie :)

Aktualności domowe 2:
Mąż Pan kończy urlop zdobywając niczym harcerz kolejne sprawności. Aktualnie pracuje nad „druh budowniczy autostrad wiejskich”. No nie dał chłop szansy wykazać się radnym, którzy w niedawnych wyborach samorządowych zabiegając o nasze głosy, obiecali nam drogę (zachowałam ulotki wyborcze, na wypadek, gdybym jednak zwątpiła i uwierzyła, że mi się tylko tak wydawało). Od wspólnoty osiedlowej odkupiliśmy coś koło 200 płytek z rozbieranego chodnika – cała złotówka za jedną płytę, która waży chyba ze 30 kilo. Dobrze, że sprzedawali nie na kilo tylko na sztuki. Plus kilkanaście taczek piachu, kilka worków cementu, pół kilo kawy i zgrzewka piwa, i normalnie (jakby rzekł Walduś Kiepski) już mamy drogę. No raczej taki dwuślad – ale Szanowni Państwo Czytacze :) jeśli tylko zechce mi się włożyć szpileczki, to schodząc z naszego około_domkowego chodniczka na drogę obok naszej posesji nie zatopię obcasików do połowy w błotku – o nie! Będę już tup_tup_tup jak pańcia po twardym trotuarze tuptała.

Pędzę zacierać piach na płytkach i przy okazji opalać się tu i tam, bo słońce jakoś takie intensywne się zrobiło.
A nadzór budowlany w postaci tego „pana” na fotce czuwa:

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz