poniedziałek, 8 sierpnia 2011

Walka z pryszczami

Z serii: nie ma to jak mieć starszego brata, czyli:
Starszy brat udziela młodszemu instrukcji obsługi kosmetyków na pryszcze.
– Ten żel wyciskasz na łapę.
– Ile tego?
– No trzy psiki. No! Wyciskaj! Na łapę! No mówię ci, że na łapę! Trzy razy! Teraz wcieraj w jape. No po całej japie rozcieraj, nie tylko tam gdzie masz pryszcza! Tak masuj, kółka takie na japie masz robić palcami. Aż ci się zacznie pienić.
– Ale włosy mi się od tego moczą.
– No to se spłuczesz.
– To będę miał mokre.
Atmosfera zaczyna gęstnieć – ociera się o granicę leżącą gdzieś pomiędzy zniecierpliwieniem a nerwowością.
– No to wybieraj: albo pryszcz albo mokra grzyweczka!
Po czym lekcja została zakończona, a młodzian miast spłukać kosmetyk nad umywalką wskoczył pod prysznic.

Tymczasem nieopodal, na krzaczkach hurtowo dojrzewają mini_pomidorki:




Dodam, że pyyyszne i o dziwo pełne słońca :)

2 komentarze:

  1. Ale apetyczne te pomidorki! Nasze w szpinakowym ogródku wykończyła jakaś zaraza. I nawet po zerwaniu z krzaczka je dopadła :((

    OdpowiedzUsuń
  2. Moje dwa krzaczki ”normlanych” pomidorów też zaraza dorwała :( A miniaturowe trzymają się dzielnie - dlatego gorąco polecam do przydomowych upraw :)

    OdpowiedzUsuń