wtorek, 6 września 2011

Wrześniowo

Korzystając z tego, że cała Polska „wszyscy jesteśmy powołani”, w tym i mój dom, prawie że siedzi w Gdańsku na PGE Arena śledząc mecz Polska – Niemcy, zasiadam popisać troszkę. Choć w sumie nie mam natchnienia, to i notka pewnie wyjdzie byle jaka. Taka troszkę leniwa. Jak babie lato, którego coraz więcej...
Rok temu we wrześniu już paliliśmy w kominku, a w tym proszę – cieplutko – i niech tak trwa. Dla mnie to może tak być chociażby i do połowy grudnia ;)
W warzywniku pomidorki już szlag trafił, ale za to mam gąszcz włoszczyzny i dorodne kabaczki. Wysiałam rukolę na jesienne zbiory – z nasionek wyhodowanych przez Elę... Już nie mogę doczekać się kolejnych plonów, bo poprzedni wyszedł mi z ogródka w tempie galopującym i zupełnie przeze mnie nie zauważonym. Kocham rukolę!
Niepostrzeżenie bociany po sąsiedzku odleciały – widziałam je jeszcze jak się obżerały na łąkach w ostatni weekend sierpnia. Pewnie pakowały bocianie spiżarenki na długą podróż. Odleciały na rozpoczęcie szkoły gdzieś w ciepłym kraju. Te boćki to się potrafią ustawić.
Grafik domowy powrócił na tory przedurlopowe. Czyli przed południami jestem sama w domu, to znaczy z Fafikiem – i robię za paniusię_gosposię domową, a gdy wszyscy wracają do domu, ja startuję do pracy i absorbuję swoje szare komórki. Normalnie wszechstronny rozwój. Cóż – za to mam wakacje. Coś za coś, nie ma co jęczeć. To nie jęczę, tylko dosiadam rower niebieski i pędzę. Mniej więcej w połowie drogi spotykam takiego jednego fajnego faceta, dajemy sobie buziaka i rozjeżdżamy się w przeciwne strony: on do domu, a ja do tej pracy. A, fajny facet to notabene osobisty mężon, żeby nie było to tamto. Aktualnie samochodem dysponuje syn dorosły, bo gdyż:
– ma kontuzję nogi, przecież,
– ma najdalej ze wszystkich domowników do miejsca pobierania wiedzy,
– musi cały czas szlifować nawyki kierowcy.
Więc Marecki wznawia nawyki rowerzysty, z tegoż powodu. Korzyści obopólne. Przynajmniej tak to wygląda z perspektywy Michała.
Na polach przed oknem kuchennym trwa akcja „wykopki”, to sobie czasami obserwuję i wdycham wspaniały zapach palonych łętów, traw, suchych resztek z pól...
Czas rozpalić i u nas jakieś ognicho na pożegnanie lata albo powitanie jesieni – alboli też jedno z tej, a drugie z tamtej okazji – a co tam!



ps. A tylko sekundy dzieliły naszych od wyniku 2:1 ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz