piątek, 14 października 2011

Żegnaj Andziu [']

Dziś chciałam zostać w domu.
Zrezygnowałam z koleżeńskiego spotkania. I z wypadu na koncert.
Dziś chciałam BYĆ w domu.
Porobić zwyczajne rzeczy. Uprasować stertę ubrań bez narzekania, że znowu. Wstawić pranie – bez marudzenia „które to już w tym tygodniu”. Chciałam prawdziwie i bez krygowania cieszyć się udanym występem moich „artystów” z okazji dnia belfra. Odgrzać rodzinie pierogi z soczewicą i mięsem, które wczoraj ulepiłam. Ugotować kość schabową psu. Umyć włosy. Wykończyć włóczkową laleczkę dla pewnej ślicznej córeczki przyjaciół. Zapalić w świeczniku świeczki o zapachu bzu. Zwyczajne, nudne, nijakie, a czymże się tu zachwycać... popołudnie.
Słońce zaszło, a potem wzeszedł księżyc i obok niego jasno czuwał Jowisz.
Boże, ileż jest pięknego ŻYCIA w takim normalnym dniu...
Byłam dziś szczęśliwa w takich prostych, zwyczajnych chwilach.
Wstyd mi, że najczęściej dopiero w obliczu nieszczęścia czuję siłę i wagę takiej spokojnej codzienności...

Aniu, myśl o Tobie towarzyszyła mi w każdej minucie tego mijającego dnia.
Dnia, którego Tobie nie dane już było przeżyć...
Spokojnego snu...

Andzia i jej nieborak

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz