piątek, 9 grudnia 2011

Nie w porę...

Premiera, że tak szumnie określę inscenizację Szewczyka Dratewki pod moją „batutą”, wyszła nad podziw fajnie. Jako artystyczny upominek z okazji mikołajków dla dzieci z zaprzyjaźnionych ośrodków, została przez nich cieplutko przyjęta. Lubię pracę nad mniejszymi formami teatralnymi. Obywa się bez stresu. Dzieci są wdzięcznymi widzami, słuchaczami – szczególnie gdy w role wcielają się ich starsi koledzy... A po bajce był Mikołaj, prezenty, pamiątkowe fotki i było bardzo radośnie, choć takie paskudztwo za oknami...

Bo wszystko jakieś nie w porę w tym roku. Śnieg był nie w porę, bo w maju, wiosna rozkapryszona i zimna, lato w czerwcu, a nie w wakacje i ta późna dżdżysta jesień też spóźniona. Oczekiwany śnieg, który ma wyczarować bajkową atmosferę omija nas szerokim frontem, a za oknem ponury koszmar z najczarniejszego horroru. Paradoksalnie to nawet lubię taką pogodę... ale gdy jestem w domu, przy kominku, pod kocykiem z książką i kawą do kompletu tudzież lampką pachnącego wina. Ale niestety – jestem w pracy, do której przebiłam się przez deszcze niespokojne potargane przez wiatr i miejscami nawet skute lodem. Oczywiście rowerem, trenując sporty ekstremalne niejako przy okazji – no bo podróżowanie jednośladem śliskimi ulicami, z parasolem w garści do łatwych nie należy. Eh.
A to przecież dopiero początek.
W takie dni jak dziś, człowiek nie wierzy w słońce, w ciepło, w złotą plażę, w pachnące łąki – co to takiego? Najgorzej, że nie wierzy w ogóle w to, że świat jest piękny, dobry, nie ma kryzysu, euro_bankrutów, nie ma chorób ani nierefundowanych wizyt u specjalistów, psia mać. Za sprawą osobistego psa wiem co to jest pogoda, że psa z kulawą nogą nie wygnasz – Fafcio ledwo nosa wystawi ze swojego psiego M–1 aby wydalić co trzeba pod najbliższą olchą i dalej poleguje w budzie na dowolnie wybranym boku, a czasami i na plecach, z łapami w górze.

Kiedy już wszystko poogarniam w domu (a czasami ignorując obowiązki – a co tam) nurkuję w moje płótna, sznurki, koraliki, i tak o – powstała imieninowa buteleczka dla pewnego Pana, który planuje żeglarską eskapadę królową polskich rzek... Latem oczywiście. Lato? Lato?! A co to takiego???
W środku oczywiście nasze domowe winogronowe, rok leżakowane... mmm... pycha :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz