czwartek, 19 stycznia 2012

Bałwaniasty

Uf... Wreszcie chwilka czasu takiego bez gonitwy minut i godzin. Tylko chwilka, ale już na horyzoncie majaczą ferie zimowe. I wcale nie mam zamiaru mieć z tego tytułu wyrzutów sumienia: że belfrzy to mają dobrze, bo wakacje, ferie, święta, bo mało pracy, dużo kasy [tiaa hahaha] i jeszcze im źle. O, nie! Ja po prostu czuję i WIEM, że naprawdę na nie zapracowałam, zasłużyłam. Są mi potrzebne, bo zwyczajnie muszę przystanąć. Pobyć w normalnym czasie w domu – „normalnym” czyli wtedy kiedy są wszyscy: przestać mijać się z Markiem i dziećmi w drodze do/z szkoły/pracy... Mieć czas na rozmowę z takim jednym o szczęściu, na zagonienie takiego drugiego do „W pustyni i w puszczy” i motywowanie takiego trzeciego do... no do kilku ważnych spraw.
Jędrulka całkiem pogodnie znosi stan świnkowaty. Wiadomo – absencja szkolna pozytywnie wpływa na samopoczucie ludzi w wieku szkolnym.
Do zimy już się przyzwyczaiłam. Rowerem śmigam, nie bacząc na śniegi i drogi skute lodem. Jak na razie żadnej wywrotki nie zaliczyłam – pup_puk odpukuję w zaśnieżoną deskę.
A jak jest zima to musi być i bałwan.
Całkiem wyjątkowy – emocjonalnie uniwersalny. Z jednej strony uśmiechnięty, z drugiej bardzo, bardzo zły. Jedną stroną szczerzy kły i strzeże nas od bezkresnych pól i rzeki, a drugą uśmiecha się do nas figlarnie. Fafik chciał mu zeżreć guziki ale pogoniłam podleca.



1 komentarz:

  1. Matko ten bałwan to wypisz, wymaluj Dr. Hannibal Lecter ;]

    OdpowiedzUsuń