sobota, 7 stycznia 2012

Dzień dziwaka

Według kalendarza świąt nietypowych dzisiaj obchodzony jest Dzień Dziwaka. Bo tak się ostatnimi laty porobiło, że wszystko ma swój dzień i chcąc nie chcąc trzeba celebrować – dzień biurka, kanapki, spinacza biurowego, spódnicy, kundelka i jak się okazuje dziwaka też. A to akurat „święto” ma rodowód uniwersytecki, więc takie całkiem bez sensu (chyba) nie jest.
Formalnie rzecz ujmując „dziwak” to „człowiek zachowujący się dziwacznie, odbiegający pod względem wyglądu, zachowania lub przyzwyczajeń od normy; ekscentryk, cudak, oryginał”. Dziwny – odmienny – inny po prostu. A przecież każdy z nas jest inny więc... dziwny? Kiedy patrzymy na ludzi ze swojej perspektywy to są oni inni – nie ma alternatywy – inni, bo przecież różni od nas samych. Tak rozumiane dziwactwo jest wpisane w człowieczeństwo. Każdy ma swoje przyzwyczajenia, które przez innych mogą być odbierane jako dziwactwa właśnie. Tak, tak – każdy z nas może być bohaterem „Dnia świra”. Bo jak nie miesza siedem razy w lewo herbaty to może prasuje gazetę przed czytaniem ;)

Więęęc... moje dziwactwa?

– Poranną kawę piję dopiero po śniadaniu. Nie znoszę odwróconej kolejności.
– Mam alergię na niepościelone łóżka i pyrgniętą na podłogę piżamę – domena moich dzieci.
– Po umyciu zębów wycieram ręcznikiem do sucha szczoteczkę.
– Przed snem muszę poczytać, bo inaczej nie zasnę.
– Nie zasnę zaś przy tykającym zegarze, ale nie przeszkadza mi pracująca zmywarka, pralka czy włączony telewizor.
– Nie lubię tzw. „dupki” od pomidora, choć pomidory uwielbiam ogromnie.
– Uwielbiam śledzie, ale jadam je tylko zimą. Podobnie lody – uwielbiam, ale tylko latem.
– Przechowuję kalendarze z różnych lat, bo są dla mnie jak pamiętniki – zapisane strony ważnych albo i mniej ważnych, ale jednak chwil mojego życia.
– Prasuję tylko oglądając filmy.
– Po ciąży z pierwszym synem, pozostał mi smak na kanapkę z dżemem i żółtym serem. W czasie ciąży kładłam jeszcze na wierzch kiszony ogórek – ale to minęło.
– W sytuacjach trudnych miewam napady śmiechu.
– Kiedy zasypiam lubię prawą stopą wystawić za kołdrę i zaczepić o wystający ponad ramę łóżka materac, ale poza tym okrywam się po uszy.
– Mówię do siebie. Kiedy gdzieś idę sama, jadę rowerem, sprzątam, gotuję, czasami pod prysznicem, bo w wannie to raczej czytam. Ja w ogóle często po prostu do siebie gadam. Na głos. Mowa egocentryczna jest typowa dla małych dzieci, ale jako dziecko tego nie praktykowałam. Kiedyś ktoś sugestywnie mnie przekonał, że to pomaga rozładować napięcie nerwowe, więc co tam sobie żałować!
– Nigdy przed „premierą” nie pokażę nikomu „reżyserowanego” przez siebie programu, występu, kabaretu czy jakiegoś innego przedstawienia. Nie wiem czy to przesąd czy bardziej obawa przed krytyką. Nie wpuszczam do sali prób i już! Zresztą generalnie raczej unikam dzielenia się czymś co nie jest przeze mnie do końca wypieszczone, wysmakowane, sfinalizowane. Moja Mama zawsze mawiała „głupiemu” pół roboty się nie pokazuje – w sensie, że niezorientowanemu, a nie że głupiemu tak w ogóle.
– W życiu nie wyrzuciłam żadnego koraliczka, szczególnie drewnianego, skórzanego lub ceramicznego. O co to, to nie!
– Namiętnie wypatruję w second handach płócien o różnym splocie i kolorach. Mam pokaźną kolekcję.
– Boję się dżdżownic. Obsesyjnie. Mam poważny problem kiedy po deszczu wyłażą na chodniki. Brr! I jeszcze takich ślimaków bez skorupek – błee.
– Nie znoszę robić zakupów. Żadnych. Ani ciuchowych, ani spożywczych. Shopping po prostu mnie nie bierze.
– Nie lubię zdrobnienia imienia „Agniesiu”.

Więcej dziwactw nie pamiętam :)

1 komentarz:

  1. Witam Imienniczkę :)
    czytam i czytam i czytam ... i cieszę się, że są TACY, którym się udaje i cieszą się z tego :)

    pozdrawiam noworocznie
    Agawa32

    ps. tez nie lubię zdrobnienia Agniesiu i Agusiu tez na mnie źle działa ;)

    OdpowiedzUsuń