czwartek, 9 lutego 2012

Może to wszystko...

Na ścianie tańczy pomarańczowa poświata ognia. Cichutko szumi nawiew z ciepłym powietrzem. Dyskretnie gdzieś nieopodal przelewa się woda w zmywarce.
Odrywam się na moment od wierszy pani Wisławy Szymborskiej aby zaparzyć wonnego elgreya. Nie... wcale nie odkładam tomiku poezji. Tylko zeszyt, w którym dawno temu przepisywałam fragmenty prozy i wiersze. Aby były ze mną zawsze i tylko dla mnie. I proszę jak się przydało.
Jest i Nic dwa razy, i Kot w pustym... oczywiście, i kilka innych, wtedy, w tamtym czasie przeze mnie z różnych przyczyn wybranych...
...
Drobne ogłoszenia:
KTOKOLWIEK wie, gdzie się podziewa
współczucie (wyobraźnia serca)
– niech daje znać! niech daje znać!
...
i jeszcze:
Podziwu godna liczba Pi
trzy koma jeden cztery jeden.
Wszystkie jej dalsze cyfry też są początkowe...
...
O, i ten nawet:
A któż to jest ten dzidziuś w kaftaniku?
Toż to Adolfek, syn państwa Hitlerów!
...
Podziwiałam zawsze Jej nieprawdopodobny talent do zamknięcia w jednym, może dwóch słowach całego arsenału... emocji, zadziwienia, rzeczywistości, wszystkiego... I nigdy zbędnego słowa, niepotrzebnego przecinka nawet...
...
Miał być lepszy od zeszłych nasz XX wiek.
Już tego dowieść nie zdąży,
lata ma policzone,
krok chwiejny,
oddech krótki.
...
Czemu w zanadto jednej osobie?
Tej a nie innej? I co tu robię?
W dzień co jest wtorkiem? W domu nie gnieździe?
W skórze nie łusce? Z twarzą nie liściem?
...
Co trzeba?
Trzeba napisać podanie,
a do podania dołączyć życiorys.
Bez względu na długość życia
życiorys powinien być krótki.
Obowiązuje zwięzłość i selekcja faktów.
Zamiana krajobrazów na adresy
i chwiejnych wspomnień w nieruchome daty.
Z wszystkich miłości starczy ślubna, a z dzieci tylko urodzone.
Ważniejsze, kto cię zna, niż kogo znasz.
Podróże tylko jeśli zagraniczne.
Przynależność do czego, ale nie dlaczego.
Odznaczenia bez za co
...
Trzyma w rękach wróbelka ze złamanym skrzydłem,
własne pieniądze na podróż daleką i długą,
tasak do mięsa, kompres i kieliszek czystej.
Dokąd tak biegnie, czy nie jest zmęczona.
Ależ nie, tylko trochę, bardzo, nic nie szkodzi.
Albo go kocha, albo się uparła.
Na dobre, na niedobre i na litość boską.

Kolaże, limeryki, moskaliki i lepieje – to pewne niezapomniane lato na Mazurach, w drewnianym domku w samym środku lasu. Nieopodal rosły gromadnie poziomki, wiewiórki siedziały pod stołem, przy którym jedliśmy późne obiady, a gdzieś całkiem niedaleko żerowały w najlepsze bobry... Ale to było dużo, dużo później... Inny czas.

Ech...
Dobra chwila na degustowanie winogronowego ze zbiorów 2011. No nie powiem, nie powiem... Choć może ciut mało słodkie. Ale to nie wina wina lecz lata – było słońce? Było? Mało było, mało. To i słodkości naturalnej w winogronach nie za wiele.

A zresztą...
Może to wszystko
dzieje się w laboratorium?
Pod jedną lampą w dzień
i miliardami w nocy?


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz