niedziela, 26 lutego 2012

Co ma hiacynt do NBA?

No to tak:
Moje chłopy domowe zamówiły sobie telewizornię z HaDe coś tam coś, co cuda wianki czyni. Kryształ obraz, można cofać, nagrywać i jeszcze coś tam, czego nie pamiętam. W każdym razie Mąż Pan przeszczęśliwy. Wciąż trwa w letargu zimowym (nie można nic kopać, murować, zbijać, grabić itp., co najwyżej od czasu do czasu odśnieżyć małe co nieco, ale zima tegoroczna słaba w tym temacie) więc się wziął i przyspawał do pilota TV. Szczególnie zaś programów z serii sport i Discovery.
Syny dwa tymczasem namiętnie zarywają noce, bo trwa NBA coś tam. Pal licho gdy zarywają w łykendy, gorzej gdy w grę wchodzi jakaś tam noc w tygodniu. No i taka właśnie nadejszła – NBA All–Star 2012. Więc dzieciory od rana chodzą z maślanymi oczami i się przymilają. A że jesteśmy dość liberalnymi rodzicami, mamy w asortymencie swoich narzędzi wychowawczych cuś takiego jak „wagary na żądanie”. Polega to na tym, że dzieciorom, które nie posiadają kompromitujących zaniedbań naukowych, przysługuje raz na semestr jeden dzień wolny od lekcji – czyli wagary na żądanie właśnie, z usprawiedliwieniem od osobistych rodziców. Obwarowane jest to oczywiście mocnymi waruneczkami, aby uniknąć nadużyć. Ostatecznie synki dwa wybrały noc z meczem gwiazd NBA – czym wykorzystały właśnie ów dzień szczęśliwca, czyli rzeczone wagary na żądanie. Dorosły jest jakby w lepszej sytuacji bo jego aktualny semestr trwa o dwa miesiące krócej niż małoletniego. Ale też i straszy bardziej poszkodowan – bo ma maturę i decydujące o jego przyszłości wybory.
Tak – pasje i hobby to zawsze coś za coś. Nie ma letko, jak mawiał Dziadek Marka, warszawiak z krwi i kości...
A tymczasem na parapecie w kuchni wziął sobie i zakwitł hiacynt. Gały wywala na to co za oknem – czyli śnieg. A pachnie!!! Jak głupi jakiś, a nie hiacynt dostojny.
I temperatura spadła, wiatr z lekka osuszył błoto i droga jakby bardziej przejezdna.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz