piątek, 17 lutego 2012

Dwa lata :)

Stuknęło nam dzisiaj 2 lata mieszkania w naszym wymarzonym domku. Nie żałujemy ani jednego dnia i ani jednej nocy. Jedyny mankament jak na razie to zdaniem chłopców – zimowe dojazdy do szkoły. Poza tym jest super. Czasami... jak w pięknym śnie...
Mamy cudo nad cudami jakim dla mnie jest wciąż kominek – własny ogień w domu, magiczne miejsce, centrum życia rodzinnego od września do marca. Latem jest taras – ulubiony przez wszystkich w sezonie poza zimowym. Tu się czyta, pije kawę ze spienionym mlekiem i zimne piwo. Tu się rozmawia i milczy, śmieje i czasami smuci. Ale zawsze Razem. Żegna słońce wieczorami i wsłuchuje w krople deszczu, gdy głucho uderzają o dach nad tarasem.
Wokół nas tyle przestrzeni. I tyle ciszy. Jesteśmy tak blisko natury.
Wiosną otacza nas ocean zieleni i bociania rodzina, rozświergotane ptaki i rozgadane żaby. Jesienią – snują się nisko mgły, czuć dym z kartoflisk. Cały rok – zachody słońca jakby tylko dla nas, wpisane w ramy szerokiego okna tarasowego.
Krowy obżerają słoneczniki, kiedy tylko wyrosną ponad płot, a konie zatrzymują się przy wierzbach aby o ich korę podrapać swoje końskie zadki.
Jesienią z wizytą wpadają jeże. Nieustannie mamy na oku całą zgraję ptasich par gniazdujących w pobliskich olchach. Pod ogrodzenie podchodzą młode sarenki, kicają szare zające, a zimą częstymi, wścibskimi gośćmi są lisy. I wcale nie są rude! Raczej bure. Kilka dni temu, takiego jednego, z puszystym ogonem, pogonił co sił w gardzieli Fafik.
No właśnie! Mamy pieska, kundla, który był całkiem nie planowany, ale przecież sam nas wybrał, przygarnęliśmy Go i... pokochaliśmy!
Mam warzywnik, który obdarza nas włoszczyzną, pomidorkami, sałatą, rzodkiewką i szczypiorkiem, fasolką szparagową i ogórkami. Ach! i moimi ulubionymi przecież – koprem i rukolą!
Mamy ogród, w którym możemy rozstawić teleskop do podglądania nieba. Chłopaki – miejsce na kosz do koszykówki – swoją prywatną arenę rozgrywek, prawie jak NBA. Możemy palić ognisko kiedy chcemy – choćby o północy w sylwestra.
Możemy słuchać muzyki ile fabryka dała w głośnikach i żaden sąsiad nie zastuka z pretensjami w kaloryfer.
Absolutnie wspaniałe dębowe łóżko, zrobione przez stolarza według naszego projektu. Mam wreszcie przedmiot moich odwiecznych marzeń – STÓŁ – ogromny jak lotniskowiec, przy którym dzieje się nasze życie. Wszyscy się przy nim mieścimy, a wciąż są miejsca dla kogoś jeszcze...
Mamy dużo planów... i dużo do zrobienia. Musimy zasadzić pnące róże, winogrona, drzewa owocowe i orzecha włoskiego, i leszczynę też. Zbudować altanę i huśtawkę. Rozwiesić hamak. W jakiś wietrzny dzień musimy puścić latawce....
Jest do czego dążyć i jest się czym zachwycać :)
Jesteśmy tu po prostu u siebie.
Mieszkamy tu dwa lata.
Niby krótko, ale wydaje się nam, że od zawsze.

1 komentarz:

  1. piękny post! ”Zazdraszczam” tej błogości :)

    OdpowiedzUsuń