środa, 7 marca 2012

yh ten pies!

Jasny gwint! Fafik w nocy znowu [zamknąć oczy, bo będę brzydko pisała] spieprzył, czyli poszedł w długą, dał nogę, dyla, poszedł w siną dal – choć całkiem niedaleko, bo znowu po sąsiedzku.
Kiedy dzwoni do mnie sąsiadka o 7 rano to już wiem, że Fafik coś naskrobał. Tym razem wylądował w kojcu psa naszych sąsiadów, uprzednio czyniąc spustoszenie w ich ogrodzie... Całe szczęście, że wiosna na razie tylko w zapowiedziach ślicznych pań pogodynek i ciachowatych panów pogodynków, więc za bardzo nie miał co dewastować, ale jednak zgryzł ozdobny koszyk i rozpirzył po całym podwórku doniczki szykowane przez sąsiadkę na wiosenne nasadzenia. Nie wspomnę, że nie wiadomo ani jak wypiął się z łańcuszka, na którym dynda przy budzie, ani jak się zameldował w kojcu psa po sąsiedzku, ani jak z niego wybył. Nasze psy – Fafik i pies sąsiadów – zazwyczaj na siebie poszczękują przez płoty, a tym razem ponoć w dużej komitywie urzędowali w jednej budzie. Czyżby coś nie halo z ichnią orientacją? O, kurcze!
Wyskoczyłam w piżamie przed dom, bo w trakcie telefonicznej rozmowy z sąsiadką, Fafona przebrzydłego dostrzegłam pod płotem – już tęsknie wylepił oczyska w okna naszego domu.
Wiosno przyjdź do diaska, bo płot na gwałt musimy robić!
Dzień Kobitek na horyzoncie, czyli czas dopieszczania facetów. Spędziłam pół dnia w kuchni na pieczeniu ciasta, babeczek i takich tam smakołyków – część z nich zakamuflowana tradycyjnie pod łóżkiem. Ale cicho tam, ciii! Bo i do pracy trzeba zanieść i „swoim” osobistym facetom pod nos podsunąć.
No przecież za darmo kwiatków nie znoszą do dom, co nie?

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz