sobota, 31 marca 2012

Lecę!

Kapryśna pogoda zwalnia mnie z mycia okien. Przynajmniej tymczasowo.
Pod ostrymi piłami Marka i Robcia padły dwa zdeformowane drzewa – wiąz i pochylona olcha, które stały w granicy działki i blokowały budowę ogrodzenia. Teraz Marko to wszystko ciach, ciach, ciach piłą, a ja to bach, bach do drewutni i niech schnie. Zimą kominek się ucieszy.

Turbulencje raczej mnie rozśmieszają niż straszą, dlatego kilka dni temu bez problemu tropiłam przez malutkie okienko CASY słońce ponad chmurami...







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz