niedziela, 11 marca 2012

Nie ścinam włosów przed maturą?

Mamo obetniesz mi włosy?
Żartujesz, nie tykam włosów maturzysty, po studniówce! Nie ma mowy!
Ja nie wierzę w zabobony! Tnij!
No więc splunęłam przez lewe ramię i obstrzygłam ;)

Tymczasem pies z częstotliwością co drugi dzień – mniej więcej – dostarcza nam nowych atrakcji. Tym razem było tak:
Może wyjdę jeszcze z psem?
A chce ci się? – było już dobrze po 22 – Albo idź – mówię po chwili zastanowienia – może mu smutno, taki samotny się tam czuje w tej budce, bidulek malutki. Idź, idź.
Marko wyszedł, a za chwil kilka puka do drzwi tarasowych i woła:
Ubierz się i weź latarkę.
Pełna złych przeczuć wrzucam na grzbiet co tam pod ręką na wieszaku, niedbale wciskam stopy w moje sportowe butki, bo nie chciało mi się ich schować po wieczornym kijkowaniu (albo palikowaniu, jak mówi Ani teść).
Zobacz no tego twojego samotnego psa, bidulka od siedmiu boleści.
Świecę latarką i tak:
Buda, ogromna, z podwójnymi ścianami, ciężka buda (zwykle dwóch chłopa musi ją przenosić, z przystankami co dwa kroki) zrzucona z drewnianego podestu, przesunięta cały metr, a nasz pies, słodki Fafcio stoi... po drugiej (!!!) stronie ogrodzenia i merda do nas ogonem, proszącym wzrokiem gada „wpuśćcie mnie, głupie człowieki, do mojego domeczku”. Zanim opracowaliśmy metodę wytargania Fafcia na właściwą stronę przez podkop jaki poczynił, nieźle turlaliśmy się ze śmiechu. Pamiętam, że gdy pacholęciem byłam, w bajce, bodajże Reksio, był taki motyw – pies z budą biegnie przez wieś – reżyser chyba miał wizję i naszego Fafcia w proroczym śnie widział.
Piątkowy wieczór zakończyliśmy studiując w serwisach kup–sprzedaj oferty kojców dla psa. Fafonie, skąd u cię taki szwendacz, jak słowo daję, skąd? A może to te wybuchy na słońcu? Ponoć szczególnie aktywne w tym roku.
Ogrodzenie zaś już klepnięte, z sąsiadką Gosią dogadane. Jutro składamy zamówienie.
A poniedziałek i wtorek mam zawodowo nafaszerowany w stres, napięcie, nerwy i takie tam atrakcje. A potem to już z górki.

2 komentarze:

  1. hihihi no jak to skąd szwędacz, toć już ma jajka ? ma !!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Nasz Morus, też nawiewał i leciał zawsze do rzeki się wykąpać, wracał mokry, tyle, że musiał łapać okazje z niedomknięciem furtki, bo płot był szczelny i jakoś go nie forsował :) a sunia przez 12 lat ani razu nie wypuściła się poza posesję bez zgody.

    OdpowiedzUsuń