wtorek, 6 marca 2012

Co w nas drzemie...

Siedziałyśmy przy kawie_herbacie nad kończącym żywota hiacyntem, którego godnie usiłują zastąpić tulipany z wdzięcznie postrzępionymi płatkami. Dziewczyny przytargały mi taki wesoły bukiet. Asia, Tereska i dawno nie widziana Jolka.



Pogadały_my
o starych Polakach, kapliczkach przydrożnych, popatrzyłyśmy sobie na zachodzące słonko przez moje brudne (po_zimowo) okno.
Książkę – album z kapliczkami przydrożnymi wydali wspólnie przyjaciele Joli i po prostu zauroczyła nas – (Łukasik, Maśkiewicz „Krzyże, kapliczki przydrożne w powiecie ryckim”).
Przy okazji przypomniałam sobie mój niegdysiejszy pomysł – przygotowania wystawy fotograficznej kapliczek z mojego miasteczka i okolic. Projekt przeze mnie niestety nie zrealizowany...
Pozostały fotki, a zapał na zorganizowanie wystawy fotograficznej wypalił się gdzieś po drodze. Pozostała też czujność na przydrożne czy też polne kapliczki, krzyże – rzucone gdzieś obok dróżki, postawione na miedzy. Skromne, czasami wręcz ubogie, ale pełne emocji, wiary... oddania. W maju umajone, odnowione – niesamowity klimat... W każdym razie mnie to „bierze”.
A po moim niedokończonym pomyśle pozostały jeno fotki i pamięć, że kapliczki są najbardziej „fotogeniczne” w okresie majowo–czerwcowym. Kapliczki – to tylko kawałeczek moich zbiorów – w tym pozostałości cmentarza żydowskiego w Bobrownikach. Reszta na płytach – muszę odkopać i uzupełnić album.

Rozstałyśmy się z dziewczynami z mocnym przekonaniem, że drzemią w nas talenta rozliczne, acz może mało medialne, a na pewno mało pielęgnowane.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz