sobota, 7 kwietnia 2012

Pięknej Wielkanocy!

Niby wszystko rozłożyłam na etapy, niby miałam dużo czasu i na posprzątanie zakamarków, i na odpoczynek z książką, i na odrobienie zaległości w spaniu, i nawet mycie okien mnie nie wykończyło. Aby nic mi nie umknęło i miało ręce i nogi, pokusiłam się o spisanie menu, listy zakupów i tego co trzeba koniecznie przed świętami w domu zrobić. A jednak jakoś nie mogę pozbierać się, czuję się jakbym cały czas musiała przyspieszać tempo. Wczoraj późnym wieczorem okazało się, że nie mamy barwinka do koszyczka. Ale grunt to być kreatywnym – udekorowałam koszyczek gałązkami bluszczu domowego.
Mazurki bogato nafaszerowane orzechami i migdałami – bo chłopaki lubią, schowane na półce w pomieszczonku gospo w garażu. Podobnie jak cała masa pachnących wiktuałów. Fajny jest taki zimny garaż :) Pamiętam z dzieciństwa u Babci na wsi, obok domu dobudowana była z osobnym wejściem tzw. letnia kuchnia. Była magiczna, wielka, z bielonym kredensem, drewnianym stołem, takim, który trzeba było szorować twardą szczotką. Przepełniona garnkami, glinianymi naczyniami, słojami z kaszami. Obwieszona warkoczami cebuli i czosnku. Mocno aromatyzowana rumiankiem. Och jak ją lubiłam. Zimą było tam strasznie zimno, latem wspaniale chłodno. Idealne miejsce na przechowywanie ciast, kiszonych ogórków, garnków ze smalcem... Czasami Babcia trzymała w niej też, w takim specjalnym kojcu... maluśkie kurczaczki – wygrzewały się pod żarówką. Podczas przygotowań do świąt pod sufitem wisiały na specjalnym drągu uwędzone wędliny, kiełbasy i najwspanialsza na świecie kaszanka... Mało pamiętam... zbyt wcześnie się to wszystko skończyło. Nie zdążyło się tych wspomnień nagromadzić więcej i więcej.

Pięknych i dobrych Świąt Wielkanocnych życzę Wszystkim,
którzy odwiedzają to moje małe miejsce w wirtualnym świecie :)
Niech to będzie dla Was czas, który na zawsze zachowacie w swojej pamięci.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz