wtorek, 10 kwietnia 2012

Bańki mydlane i jest kolorowo

Obudziłam się wcześnie, gdy tylko Marko zamknął drzwi wychodząc do pracy. Chłopcy spali po nocnym meczu NBA. Sięgnęłam po aktualnie czytaną książkę i... zrobiłam coś czego już dawno nie robiłam. Z herbatą, maluśkimi kanapeczkami z pomidorem, wróciłam do łóżka i zjadłam w nim śniadanie czytając książkę. Akurat gdy roniłam łzy nad losem Elizabeth, bohaterki „trylogii ukraińskiej” Marii Nurowskiej, zadzwoniła Tereska.
Wracamy ze świąt do Krakowa, możemy zajechać do ciebie na kawę?
Jeszcze pyta! Wyskoczyłam z wyrka. Tereska i jej córki–bzurki! Cudne spotkanie. Cudne przedpołudnie z moją kochaną Tereską i jej cudnymi córkami – dziewczynami, a właściwie młodymi kobietami, startującymi w życie.
Ciocia, w te święta byłyśmy w wielu pięknych domach i wiele bigosów świątecznych jadłyśmy. Ale w twoim domu najwięcej miłości i... najpyszniejszy bigos.
No czyż nie wspaniałe córki–bzurki tereskowe? Asia wzięła prysznic, z Gosią pogadałyśmy o tym jak rozpoznać czy TEN facet jest faktycznie TYM na całe życie i czy jeśli nie widziało się go 4 dni, i tęskni on, i tęskni ona, to znaczy, że to jest właśnie TEN i właśnie TO, i jeszcze jak w zalewie niezbyt udanych związków wkoło, czerpać siłę do budowania tego swojego, wymarzonego. Baardzo wyczerpujące rozmowy. Tereska w tym czasie załatwiała przez fona tysiąc swoich spraw służbowych. Długo machałam im na odjezdne. Zapakowałam im na drogę kanapki z moją galantyną z kurczaka, ale i tak planowały zajechać na frytki z McDonalds´a, bo za Asią chodziły. A Asia kierowca i trzeba ją dopieszczać.
Fajnie mieć takie córki...
O zachodzie słońca, na tarasie opowiadałam Markowi o tym spotkaniu. Puszczaliśmy mydlane bańki bo strasznie mi było ich brak... Fafik miał gdzieś moje dobre z nimi skojarzenia i je po prostu zżerał.



A późną nocą Tereska zadzwoniła, że co prawda w korkach, ale dojechały szczęśliwie do domu. Na frytki nie zajechały. Wystarczyła im moja galantyna.
Już za nimi tęsknię...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz