czwartek, 26 kwietnia 2012

Katastrofa majówkowa

Panie, Panowie zbliżamy się do katastrofy pod tytułem majówka 2012 czyli łykend stulecia, tadaam! Łykend stulecia cechuje się tym, że w terminie od soboty 28 kwietnia do 6 maja NIC nie da się załatwić NIGDZIE. Łykend stulecia będzie poprzedzony szaleństwem stulecia czyli zakupami w sklepach spożywczych z naciskiem na markety. Bo społeczeństwo będzie robiło zapasy jak przed wojną 30–letnią. Jeśli pogoda nie wywinie numeru takiego jak w zeszłym roku (4 maja na naszym dachu leżał śnieg) to z atmosfery ziemskiej zostanie wyparty tlen, a powietrze nasiąknięte dymem z ogrodowych palenisk, aromatem karkówki, boczku, kiełabachy i innych specjałów opiekanych na grillu.
Nie powiem abym się tak całkiem z tego schematu wyłamywała, ale z kilku powodów dla naszej rodziny majówka stulecia będzie przyprawiona nie tylko przyprawą grillową.

Już jutro mężon w klinice, w samiuśkiej stolicy, zostanie pozbawiony ósemki, której zachciało się urosnąć pod dziąsłem. Po tymże zabiegu krwistym, spodziewam się mieć w domu rekonwalescenta niczym po wojnie secesyjnej – a wiadomo, że była krwawa. W każdym razie ja wiem, bo po pierwsze się „Przeminęło z wiatrem” czytało i oglądało, a po wtóre, wiem bo moja edukacja szkolna przypadła na czas, gdy dzieci i młodzież uczone były historii, a nauczyciele wyrabiali się z programami. Teraz się nie wyrabiają, bo reforma szkolna, która swego czasu obdarowała nas dobrodziejstwem gimnazjów oraz skróceniem nauki w szkołach średnich, źle skorelowała rozkład materiału z czasem trwania poszczególnych etapów kształcenia. Na przykład starszy syn, który jutro zakończy naukę w szkole średniej, z programem z historii doszedł był do okresu drugiej wojny światowej. Reszta – czyli historia współczesna – poleciała po łebkach mniej więcej do stanu wojennego. A potem media wyłapują, że młodsze pokolenie (posłów, hehe) niedouczone.

Ale kurczę... nie o tym ja miałam, nie o programach nauczania...

Okej – czyli stanęło na tym, że majówkę rozpocznę z mężonem po resekcji zęba – będzie boleśnie, jęcząco i z opuchlizną. A wiadomo, że chory chłop w domu to gorzej niż całe przedszkole ze... wiadomo z czym ;)
Kolejne wydarzenie, które uczyni naszą majówkę wyjątkową, nastąpi 4 maja. Gdy lud (nie)pracujący będzie powoli wychodził z szoku wielkomajówkowego, my będziemy trzymali kciuki za maturę syna dorosłego. Już teraz zaklinam aby na polskim było coś z „Chłopów” względnie „Przedwiośnia” (choć to akurat ponoć bez szans, bo było na próbnej), gdyż te lektury mój nieczytający (to już kolejny, niestety), matematyczny syn, ma względnie opanowane.
Codziennie z niepokojem spoglądam na kasztany w parku: czy zdążą zakwitnąć na czas matury? Ale marudzą, oj marudzą. Ledwo wyswobodziły liście z nabrzmiałych pąków, ale daleko im do kwitnienia. Prognozowane są wysokie temperatury więc może jednak się sprężą.

Idzie maj... już czuć jego oddech. Już słońce wysokie, już zieleni więcej i więcej, już żaby rozrechotane... Zbliża się jeden z najpiękniejszych miesięcy w roku.
Pelargonie na tarasie zasadzone, i bratki, i stokrotki też.

Czas prasować białą koszulę Michalicy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz