środa, 18 kwietnia 2012

Tym razem nie tylko ja marudzę

Sfajczyłam silnik sokowirówki, która nam służyła niemalże od urodzenia Michała, więc chyba jednak miała prawo bidulka, co nie. Póki co, sprzętowi AGD nie grozi bycie na chodzie do 67. roku produkcji. Jak to zwykle w takim przypadku bywa, bardziej opłacalny jest zakup nowego niż naprawa zepsutego. A sokowirówka jest mi niezbędna – wszak muszę dokarmiać mózg mojego maturzysty. A i zapasy marchewki w piwniczce czas wykończyć przed tą prawdziwą wiosną. Bo na razie wiosna taka mało prawdziwa.
Ogrodzenie wciąż w fazie (nie)radosnego tworzenia – bo firma ma niby tyły z racji zimnej wiosny, opadów śniegu, deszczu (może meteorytów?) i nie wiem czego jeszcze – o nalotach kosmitów jakoś nie słyszałam. W każdym razie Fafon czasowo wciąż wisi na łańcuchu, co potęguje moje wyrzuty sumienia. No i dodatkowo absorbuje – kiedy odpinamy go z tego łańcuszka trzeba mieć go nieustannie na oku, bo inaczej sruu... i Fafonek już „pod figurką” – czyli na rozstaju dróg, gdzie Jasna Panienka i „Boże chroń naszą wioskę”.
Drzewka owocowe i krzewy zakupione i wszystko czeka na to nieszczęsne ogrodzenie.
Michał nie chce chodzić do szkoły, bo się uczy do matury :| Dziwne co nie?
Jędrek nie chce chodzić do szkoły, bo jak Michał nie chodzi to dlaczego on musi? No dlaczego?
Mężon nie chce chodzić do pracy w ramach solidarności z synami dwoma.
Buu... ja też nie chcę chodzić do pracy, wolałabym żyć z procentów z bajecznego kapitału i generalnie poproszę o drinka z palemką. Można?
Jak na razie syn duży w totka ustrzelił trójkę – całe 24 złotych – więc szansa jest :)
Wkrótce zostanę porzucona przez mężona, bo wybywa na szkolenie gdzieś tam we świat, a zaraz potem na bitwę ostateczną z zębem namber osiem, któremu zechciało się rosnąć pod dziąsłem... ech...
Reasumując – sytuacja dojrzała do tego aby spotkać się na ognisku z Kotleciorkami. O! w ramach ładowania akumulatorów oczywiście. Co nastąpi niebawem czyli w sobotę.

ps. Syn mały szczęśliwy bo Barcelona pokonana w Londynie, a on jako zagorzały fan Realu życzy Barcelonie nie najlepiej – eufemistycznie rzecz ujmując.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz