środa, 25 kwietnia 2012

Pewien M. z nadwieprzańskiej doliny...

Wiosenne poranki nie mają sobie równych. Żadna pora roku we wczesnych godzinach dnia, nie ma tyle radości, gwaru, zapachu, energii, życia... Nawet do pracy chce się iść, choćby to była sobota. Ludzie biegną na zakupy, szykują się w pole i do ogrodów. Ja zazwyczaj wskakuję na rower i śmigam do tak zwanej firmy. A tamże, gdy już się zaloguję, rozpoznam co kto ode mnie chce, zaparzam kawę i otwieram wszystkie okna na całą szerokość, by móc słuchać jak pogwizdują kosy, mistrzowie przenoszenia w czasie i miejscu. Zawsze gdy słyszę pogwizdywanie kosów mam wrażenie, że jestem w lesie... nieopodal jeziora... jest zielono... słońce biega między drzewami... gdzieniegdzie przemknie wiewiórka... pachnie ziemia...

Dzień niby dłuższy ale jakby minuty w godzinach skrócone. Jakoś trzeba wszystko łatać, cerować, kleić i nadążać za truchtającą bez tchu wskazówką zegara.

Na Marka imieniny obiecany limeryk w otulinie pamiątkowych fotografii. Jaśnie Szanowny Pan Mężon Solenizant otrzymał wszystko pięknie oprawione w rameczkę drewnianą w formacie A4. Sądząc po minie był usatysfakcjonowany. Luuubię zaskakiwać ;)

Limeryk Marecki
Pewien Marek z nadwieprzańskiej doliny,
Budując dom dał nowym talentom podwaliny.
Kupił wiertarkę, piłę, siekierę, no i deski dwie,
Teraz wciąż rąbie, wierci i tnie przez całe dnie,
Ku regeneracji sił popija piwne witaminy.
Na fotkę KLIK i bedzie większa :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz