poniedziałek, 9 kwietnia 2012

Boćki przyleciały!

Wypatrywałam ich od kilku dni zaniepokojona. Niby rozumiem, że surowa wiosna niezbyt zachęca do powrotów z ciepłych krajów, ale skąd one niby miałyby wiedzieć jak u nas jest z tą pogodą? W każdym razie wczoraj, kiedy szykowałam śniadanie wielkanocne, spojrzałam przez tarasowe okno czy Fafon już się obudził i... odetchnęłam z ulgą. Przyleciały. Bociany. Razem cztery osobniki. Połazikowały troszkę po lichej łące, odpoczęły po zapewne długim locie i poszybowały do okolicznych gniazd, a jeden zasiedlił to po sąsiedzku.
Witaj wiosno już teraz prawdziwie :)





Leniwie kończy się świąteczny poniedziałek. W kominku, pewnie ostatni w tym sezonie, ogień.
Kiedy Goście odjechali, dom ucichł, tylko zmywarka zabrała się do roboty, wybraliśmy się na spacer nad rzekę. Po powrocie wreszcie mogliśmy usiąść na ławeczce, na tarasie oblanym słońcem. Marko otworzył dla siebie zimne piwo, dla mnie zaparzył kawę z mlekiem. Oparłam nogi o stołeczek, a głowę wtuliłam w ramię Mareckiego. Zaśpiewał skowronek, bocian poszybował na łąki coś podjeść, Fafik dyszał po długim spacerku. Cisza. Słońce. Cudownie... Praca? Obowiązki? Jutro? A co to takiego?

Troszkę wspominaliśmy ostatnie dni. Nagłe zainteresowanie chłopaków krzyżówkami, zachwyt mojej Mamy światem wirtualnym. Szczególnie zrobiła wielkie WOW, kiedy Michał załączył Street View i pomaszerowaliśmy wszyscy pod blok Mamy i Józia w Lublinie. Zajrzeliśmy nawet w ich okna i Mama wykrzyknęła:
O, firanka w kuchni zawinięta!
Na parkingu stał ich samochód.
A później Mama mówi tak:
A weź mi pokaż na tym bejsbuku taką moją znajomą...
Mamo, ja nie mam konta na fejsie.
Ale ja na tym bejsbuku chcę, nie fejsie – i całkiem nie rozumiała dlaczego sturlałam się z krzesła ze śmiechu.
Ale ogólnie Mamę Internet zachwyca. A konkretnie Google, bo wszystko wie ;) Często dzwoni do mnie i prosi aby jej „coś w tym komputerze poszukać”. Namawiam ją, ale ona się boi komputera. Całkiem jak ja kiedyś telefonu komórkowego.
Bo człowiek to się zwykle boi niepotrzebnie, że tak sobie pozwolę filozoficznie i odbiegając od tematu. A już ja to jestem miszcz wszelakich „bojam się”. Szczególnie te różne „bojam się” urastają do olbrzymów nocą. Bardzo mi pomaga takie trzeźwe, zdroworozsądkowe, męskie:
A co ty się boisz, głupia, na zapas?
I nawet wybaczam to „głupia”, grunt, że łapię pion, a strachy pryskają jak mydlana bańka.
A przecież bardzo lubię mydlane bańki. W schowku na środki czystości, mam pojemniczek do robienia baniek. Może jutro, kiedy będzie zachodziło słońce to sobie je puszczę w świat. Schowam w te bańki wszystkie moje strachy i będę później patrzyła jak pękają bańki a wraz z nimi te moje strachy...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz