wtorek, 26 czerwca 2012

Dzień dobry!

Dzień nafaszerowany zobowiązaniami, zapowiadał się nerwowo. Niestety, wyprawy do stolicy tak na mnie działają – kiedy mi to minie? I czy w ogóle...
Ale, ALE, ALEEEee... jak to w kabarecie mawiają, nie było tak źle jak to sobie na zaś w mózgownicy poukładałam.
Bo:
– Nie zakorkowaliśmy się w Kołbieli – 20 minut do przodu.
– Wbrew moim obawom, Szanowny Pan Fachowiec, z którym byliśmy umówieni w warszawskim mieszkaniu, przyjechał o czasie a nawet przed, więc znowu jakieś 30 minut do przodu.
W związku z zaoszczędzoną godziną odwiedziliśmy w DUŻYM sklepie EMPIK. Kilka zakupów było zaplanowanych – w tym najważniejszy, dla synów – miesięcznik MVP – bez, którego nie potrafią żyć, a którego w osiedlowym kiosku niet. Nooo aaa, żee poo sąsieedzku był pewien sklep odzieżowy, szczególnie przeze mnie lubiany, bo posiada rozmiarówkę ciut większą niż tylko XS, czyli jakby bardziej dla mnie dostępną, żal było nie wstąpić. Poza tym wiadomo: SALE, WYPRZEDAŻE, ceny tniemy 50% i inne mamienie oczu zrobiło swoje, wyprało mi mózg i leciutko konto. Zakupiłam byłam cud–miód malina tunikę zalet wszelakich: tuszuje co ma tuszować, czyli moją tuszę hm, hm (ale biegam, biegam, więc się może tusza sama wytuszuje) i co ważniejsze – jest leciutka jak obłoczek i posiada długie rękawy – garderobiany akcent dla osoby chorej na łuszczycę :( szczególnie pożądany.
Banał – zakup choćby niewielki i już się człowiekowi światopogląd prostuje. A jeszcze współwłaściciel konta rzekł:
– Ładnie wyglądasz – to czego chcieć więcej?
W miasteczku zielonym tak, że wcale nie czuć tuż, tuż dyszącej spaliną, zakorkowanej Warszawy, zatrzymaliśmy się w popularnym markecie po żarełko dla kota i parę innych gadżetów kibica (u nas wciąż EURO na topie). Gdzieś obok półki z makaronami, mijam piękną, pastelowo ubraną Kobietę w kapeluszu, która przykuwa mój wzrok i uwagę niepodzielnie. Każe mi się uśmiechać, każe mi przystanąć i rzec:
– Bardzo przepraszam, że przeszkadzam, ale po prostu muszę Pani powiedzieć dzień dobry!
– To proszę mówić, przecież za to nie ma co przepraszać – głos dźwięczny, uśmiechnięty, słoneczny, cieplutki, taki, jakim znam go z ekranu.
Więc mogę się pochwalić: spotkałam dziś w sklepie Panią Emilię Krakowską i powiedziałyśmy sobie dzień dobry!
Aktorka ma chyba wbudowany akumulator dobrych emocji, bo dłuuugo jeszcze uśmiechałam się, ciesząc się z tego nic nie znaczącego przecież, przypadkowego spotkania :)
W dodatku w drodze powrotnej w Kołbieli znowu nie było korka!
Niestety jutro czeka nas trudny dzień – koteczka rano ma umówiony zabieg sterylizacji...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz