środa, 20 czerwca 2012

Biegnę i myślę

Rok 2012 prawie na półmetku, więc czas najwyższy zacząć realizować noworoczne postanowienia. Od kilkunastu dni znowu biegam. Czasami z Michałem, czasami z Anią, raz z Markiem, ale on mnie stresuje bo biega 10 razy szybciej niż ja i w dodatku nie ma zadyszki. A dziś pobiegłam sobie sama. Bo bardzo chciało mi się biec, a żadnemu z mych kompanów nie, poza tym chciało mi się przemyśleć to i tamto.

Otrzymałam wreszcie do rąk własnych zaświadczenie od pana doktora ortopedy, że:
„Po zakończonym leczeniu ortopedycznym i po zwolnieniu L4 zdolna do pracy z dniem...”.
I właśnie z tymże dniem dzisiejszym pomknęłam do pracy pełna energii, sił i chęci działania, a tu kurden blaszka, nie dość, że mi kilka osób podniosło niepotrzebnie ciśnienie, to jeszcze odkryłam, że wszyscy już w blokach startowych ale... do lata. Na szczęście mam zakontraktowaną pracę wakacyjną, więc bezczynność mi nie zagraża – pewnie jeszcze nie raz ponarzekam.

Myślę sobie, że ten czas „darowany” mi z okazji złamanej ręki, to ja bezczelnie zmarnowałam, rozmieniłam na drobne i nic sensownego z tego mi się wyszło. Niby jedna niesprawna ręka narzuca jakieś ograniczenia, no ale nie w temacie rozwoju duchowego i intelektualnego, a te właśnie zaniedbałam byłam, oj bardzo. Ale trudno – widocznie tak było mi pisane – zrobić przeciąg w szarych komórkach.

Chyba nadszedł moment, kiedy mogę powiedzieć, że adopcja Kiciory udała się. Pantera ma zaliczonych kilka epizodów pod tytułem „poszła w tango”, ale już teraz wraca do nas, a nie do Marci, gdzie poprzednio nielegalnie pomieszkiwała pod tarasem. Nocuje już w domu, bo nagle przestala nocami zawodzić i nie wynosimy jej do garażu, choć nadal lubi się tam skryć czasami. Jak to kot.
Miło jednak kiedy daje odczuć, że nasz dom jest też jej, chociaż nie należy do kotów przytulaśnych – raczej okazuje nam wyniosłą obojętność. Gorzej, że tak samo traktuje Fafika. A tego jego psia duma znieść nie może. Pantera szybko zorientowała się kiedy pies jej nie zagraża i generalnie to może jej naskoczyć – gdy jest trzymany na smyczy albo siedzi za oknem tarasowym z nosem rozmaślonym na szybie lub jest zamknięty przy swojej budzie. Ona wówczas rozsiada się w zasięgu jego wzroku – na tarasie albo w grządkach między bratkami a rzodkiewką i patrząc zielonymi oczami prosto w jego psi nos, nieśpiesznie majta czarnym ogonem raz w lewo, raz w prawo, i raz hakiem w górę. Fafik się wnerwia, a w jego pysku czai się jedno: „niech no ja cię tylko dorwę, czarny śmierdziuchu!”. Ale, gdy czasami zdarzy się, że może ją jednak dorwać, to kładzie uszyska po sobie, robi takiego kłapciatego zająca i z nosem przy ziemi pryska w bok, udając, że kota nie widzi, nie czuje i nie słyszy. Kocie pazury i kły stoją na przeszkodzie jego zapędom konsumpcyjnym względem Panterki.



Mija czas mojego biegowego treningu. Łąki pachną skoszonym sianem. W dali, pomiędzy drzewami widzę swój dom.
W warzywniku, na liściach fasolki rozsiadła się biedronka.



Sałata natychmiast do konsumpcji.



I róża, która miała być żółta zakwitła chyba jakoś tak... niezbyt żółto.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz