sobota, 23 czerwca 2012

Ignorować czy walczyć?

W drodze do pracy wkurzyła mnie ludzka głupota. Zgryźliwe usiłowanie narzucenia swoich „mądrości życiowych” jako jedynie słusznych. Mniejsza o konkrety. Nie ważne o co poszło. Ważny sens: głupota rządzi.

Aż sobie popatrzyłam w „mądrą” Wiki co też ona rozumie pod pojęciem głupoty. I coś mi się wydaje, że chyba najbardziej irytująca jest głupota tzw. teoretyczna: czyli „przekonanie o posiadaniu wiedzy, której w rzeczywistości się nie posiada”.

Ludziom trudno jest rzec: nie wiem, tego nie umiem. Są tacy, którzy potrafią stać przy samolocie i uparcie twierdzić, że to okręt, bo oni przecież wiedzą lepiej!

Nabuzowana i kipiąca emocjami, w wejściu do firmy spotkałam kolegę, z którym lubimy czasami pogadać o życiu i starych polakach, jak to mawiają. Kolega widzi żem wnerwiona w skali od 1 do 10, noo... gdzieś na 8, więc zagarnia mnie do siebie.
– Mów, co jest – więc mówię.
Wysłuchał, bo umie, jak na faceta zadziwiająco dobrze słuchać. Kiedy już wywlekłam całą sytuację, spuentowałam:
– Głupota jest głośna sprawiając tym samym wrażenie, że jest prawdziwa. Wkurza mnie to, i wkurza mnie, że nie potrafię temu powiedzieć stop. Na swoim małym, mikro poletku! Nie chodzi mi o nic w skali makro, chodzi o mnie, że nie potrafię powiedzieć wprost: STOP.
– A wiesz – rzekł kolega zamyślony – że ja do takiego samego wniosku doszedłem już dawno. Ale powiem ci, że nie powinno się pozwalać aby takie emocje zadomawiały się w człowieku. Zobacz, szłaś tu do pracy, wkoło piękny świat, a w tobie kiełkowało już to, co ta głupota innych w tobie zasiała. Jak się temu będziesz poddawała, to za kilka lat staniesz się zgorzkniałą kobietą. Nie będziesz potrafiła swobodnie zaczerpnąć powietrza, bo będzie spinała cię złość. Złość na wszystko.
– A co ty mi tu taką psychoanalizę uskuteczniasz? – patrzę na kolegę spod oka, ale... No jasne! To takie proste! Głupota była, jest i niestety pewnie będzie. Świata od głupoty nie zbawimy, ale jednostkowo możemy ją utylizować – tylko jak?
– Ignorować?
– No tak, ale wychodzi na to, że pozwalamy jej jednak krzyczeć –
wyszło na moje.
– Czyli, że jednak będziesz zgorzkniałą babą – wyszło na jego.
Pośmialiśmy się, bo co nam zostało.
Kontynuując niejako seans psychologiczny, przypomniałam sobie o moim poranku, o spacerze z psem nad rzekę. O wietrze, który stargał mi włosy, a Fafikowi podsuwał pod nos coraz to inne tropy. O żabie, z którą Fafik chciał się zaprzyjaźnić, ale jakoś uratowałam jej życie. O niezapominajkach, bo dopiero odkryłam, że rosną tak bardzo blisko naszego domu.
– O widzisz, i takie chwile warte są zapamiętania i pielęgnowania. – A iiidź ty, psychoanalityku domorosły! – i wciąż śmiejąc się rozeszliśmy się do swoich obowiązków, życząc sobie miłego dnia, miłego łykendu i generalnie aby miło było. O!
Z mądrym to i dobrze pogadać – jak to mówią.

Upał zelżał. Nad Ziemią chmury, nad chmurami Słońce, a nad tym wszystkim gdzieś wysoko Niebo, czy jak kto woli Kosmos. Więc czym tu się przejmować, toż to li tylko drobinki ludzkiej niedoskonałości.

Idę pobiegać :)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz