sobota, 7 lipca 2012

(nie)Zapomniany kadr

(nie)Zapomniany kadr 
 ...opowiadanie...

Kiedy wraca myślami do TEGO dnia, pamięta niewiele. Skrawki. Zatrzymane w kadrze urywki powoli zapominanego filmu. Zapominanego na siłę. Na rozkaz.
Słońce lipcowe. Gorący i duszny dzień. Na śniadanie kanapki z pysznym, wiejskim jajkiem na twardo.
– Ale ja chcę więcej żółtego, nie białego – dopomina się Brat.
Dziwne, że to pamięta, gdy tak wiele innych ważniejszych wydarzeń tego dnia umknęło bezpowrotnie. Poranny rozgardiasz w dużym, wiejskim gospodarstwie z inwentarzem, ogrodem, sadem... Wakacje u Babci. Jak zwykle nawoływania Mamy do Wujka i Babci:
– Zakryjcie studnię! Zasłońcie studnię pokrywą! – bo Mama bardzo bała się studni.
Zawsze to powtarzała, po każdym przyjeździe na wakacje do Babci:
– Tylko zakryjcie studnię!
Czy mogła przypuszczać, że nie studnia zabierze jej Dziecko, a pobliski, niewielki staw, ten 50 metrów za stodołą? W którym sąsiad zaczął hodować karpie, bo czasy były ciężkie. Stodoła z jednej strony wypełniona pachnącym sianem, a z drugiej czekała na żniwa. Siano przydało się. Jak to na wsi, cześć żałobników, przybyłych z daleka spędziło na nim gorącą, lipcową noc. Tą przed pogrzebem.
Gdy TO się stało, Ojciec był za sterami samolotu. Jego dowódca na ziemi już WIEDZIAŁ, kiedy przez radio wydał rozkaz:
– P., lądujcie... Zgłoście się do mnie na ziemi.
Potem Ojciec wspominał, że zdziwiło go, że w radio właśnie głos dowódcy usłyszał, a nie kontrolera, i że był to głos łagodny, proszący niemal... Niepasujący do jego dowódcy.
Ale nic nie przeczuwał. Ojciec pilotował samolot nad Ziemią wówczas kiedy Jego Syna pochłaniała na wieki Woda.
Kilkadziesiąt kilometrów od lotniska, w środku upalnego dnia padło...
– Gdzie jest Adaś?
...nikt nie przypuszczał, że schyłek tego dnia da druzgoczącą odpowiedź na to pytanie. Taką, która zmieni życie tak wielu osób na zawsze. Naprawdę NA ZAWSZE. Bo to kłamstwo, że czas leczy rany. Nie leczy. Matce nie leczy. Siostra Brata to wie. Że czas nie uleczy rany Matce, która traci Dziecko.
W pewnej chwili stało się jasne, że sprawa się gmatwa. Mały syn sąsiadów, który ostatnio bawił się z Adasiem, wystraszony powtarzał:
– Nie wiem, nie wiem, nie wiem... nie wiem...
Matka z policjantami... to znaczy wtedy to byli milicjanci, radiowozem jeździła po okolicy. Szukając. Rozpytując. Sześciolatek. W krótkich spodenkach w paski, skórzanych sandałkach i białej koszulce...
Siostra widziała potem, jak rękawki tej białej, zabarwionej na zielono koszulki, unoszą się rytmicznie w górę i w dół.
Bo Siostra przed Mamą znalazła Brata.
W górę i w dół.
Wujek energicznie unosił rączki jej Brata – w górę i w dół.
Ale Brat nie chciał już nabrać powietrza.
Taki kadr zapisał się w pamięci Siostry:
Wujek unosi rączki Brata w górę i w dół. Obok na kolanach klęczy Babcia i też wznosi swe ręce w górę i w dół. Babcia zawodzi nieludzko. Wznosi ręce do Nieba? Do Piekła? Gdzie???
Brat milczy.
Siostra ma tylko 9 lat. Potem, gdy wieko od białej trumny będzie stało oparte o ścianę domu z czerwonej cegły, ludzie będę do niej mówili:
– To ile masz lat? Dziewięć? To dobrze... Jeszcze będziesz pamiętała Brata.
Siostra nie wie czy to dobrze czy źle, że ma pamiętać, skoro chciałaby zapomnieć. A najlepiej by był to tylko najkoszmarniejszy z koszmarnych, ale jednak TYLKO sen.
Z TYCH dni pamięta niewiele. Kilka wyrwanych kadrów. Jak z dawno oglądanego filmu właśnie. Bo w filmie widziała kiedyś, że gdy ludzi spotka coś strasznego, to uderzają pięściami w pierś kogoś bliskiego i wołają: NIE! Nie! Nieee!!!
I ona też tak zrobiła. Gdy zobaczyła jak jej Wujek unosi ręce Brata. I jak Babcia unosi ręce swoje. To ona też uniosła pieści swoje i uderzyła nimi w pierś swojej nic nie pojmującej kuzynki. Sama też nie rozumiała co się stało. Nikt nie powiedział jej. Że runęło WSZYSTKO i nawet jeśli coś na nowo się uda odbudować, to będzie to kruche, i na zawsze bolesne. Bo w jej pamięci, która miała pamiętać Brata, zapisał się kadr z Matką leżącą na białej trumnie. Trumna była dębowa. A obok rosła rozłożysta stara lipa. Wiele lat później, lipę ścięto, bo korzeniami rozsadzała sąsiednie groby. Matka zabrała wówczas białą trumnę w inne miejsce. Do Ojca Adasia. Tego, który pilotował samolot, gdy jego Syn tonął.
– Wiesz, trumna była nie ruszona. Jak 30 lat temu...– powiedziała Mama cicho.
To było Jej pocieszenie. Nikt i nic nie zakłóciło snu Jej Syna.
Siostra miała wówczas swój sen. Dokładnie po 30 latach. Ojciec z Bratem stanęli przed nią, tak jak czasami aktorzy w filmie stają przed widzami na wielkim ekranie w kinie. Ojciec trzymał jej Brata za rączkę.
– Powiedz Mamie, że jesteśmy razem.
Od tej chwili Siostra wierzy NAPRAWDĘ, że nie umiera się na zawsze.

Pamięci Brata, 7 lipca 1980

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz