sobota, 28 lipca 2012

Zakład przetwórstwa owocowo-warzywnego

Opętała mnie mania przetwórstwa warzywno–owocowego. Wiem, że brzmi przaśnie, ale zakręciło mnie jak zakrętka typu twist–off i trzyma mocno, nie ma szans, że minie. No chyba, że późną jesienią. Suszę zioła (mięta, bazylia, lubczyk), nasiona (rukola! rukola! ofkors!) i owoce.
W szklanym, wysokim słoiku tłoczą się ususzone jabłka z dodatkiem morel.



Półki w spiżarence piwnicznej zapełniły słoiczki z ogóraskami, kaparami z owoców nasturcji, groszkiem konserwowym domowym i całym zestawem kolorowych dżemów owocowych: porzeczka czarna, truskawka, jabłuszka, agrest, słodkie jak nie wiem co morele. Tym co robię, lubię się dzielić, ...więc z okazji imienin Anny, jedna taka Anna dostała od nas biały kosz wiklinowy z zawartością:







Późny wieczór daje wytchnienie od upalnego lata, świerszcze natrętnie wtrącają się do rozmów. A o poranku mrożona kawa i już można stanąć w szranki z gorącym, lipcowym dniem.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz