wtorek, 17 lipca 2012

Pomiędzy dżemami i kaparami

Smażę dojrzały agrest, bo nagle wszyscy moi bliscy polubili śniadania na słodko.
Kiszę ogórki z koprem pachnącym jak nie wiem co, pięknie! Na schodkach tarasowych, razem z Mamą, która z Miasta przyjechała na Wieś. Czyli, że do córki na wakacje.
– Oj za mało tego chrzanu dajesz, za mało. Tylko tyle czosnku!!! Mało! A nie masz większych słoików na te ogórki?
– Ale ja Mamo wolę w mniejszych.
– W większych trzeba robić.
– Ech... Mamo...

Marynuję groszek zielony i w miniaturowych słoiczkach wekuję niby_kapary z owoców nasturcji.



Chłonę energię rześkich poranków i upajam się wieczornymi zapachami lata.
Czytam nową powieść Johna Irvinga – jak zawsze doskonały.
Pod kuchennym oknem zakwitł różowy onętek.
Kotka ociera się o moje nogi, kiedy co rano wizytuję mój skromny warzywnik, w którym dojrzewają pomidory, fasolka, ogórki, kabaczki. I gdzie dzięki słonecznemu latu wybujał lubczyk i bazylia. Pod oknami chłopaków zatrzęsienie poziomek. Zrywam je do szklanych salaterek i podtykam im pod nos.
Cieszę się, że mogę to robić.



Dopieszczam codzienność.

Po prostu. I już. Żadnych złych emocji, żadnych niedobrych wieści. Szlaban!
Bocian wylądował na dachu nieopodal.



Młody lis zawieruszył się na nasze podwórko, ale Fafik szczęśliwie akurat spał i lisek bezpiecznie znalazł drogę powrotną.
Biedronki stadnie koczują w naszym młodym ogrodzie.
Komary o nas zapomniały i super.
Ze spacerów nad rzekę przynoszę bukiety ziół i kwiatów.
Śpię, kocham, czytam, gotuję, rozwieszam pachnące pranie na grubym sznurze w kolorze naszego domu.
Żyję.
Wieczorem Mama gra z Jędrkiem w „statki”. Michał wybył w świat. Na wszelki wypadek wysyłam dorosłemu, jakby nie było, Synowi sms: „Spożywanie piwa w miejscu publicznym = 200 zł mandatu” i błyskawicznie otrzymuję odpowiedź: „Jakby co – będziemy szybko uciekać!”. Całkiem nie wiem czy się cieszyć, czy rozpaczać ;)
Między_niby_czasie, którego ponoć nie ma, zostałam mamą studenta! A przecież nie tak dawno to ja odbierałam indeks, potem dyplom.
Aż ten czas zapiernicza!

2 komentarze:

  1. PS. A ja mam gorzkie ogórki i zero chęci na kiszenie...A ja cieszę oczy pomidorkami koktajlowymi, pietruszką naciową, borówkami amerykańskimi i również poziomkami:) Niech żyje wieś i zdrowe (gorzkie;) jedzenie:)!!!!

    OdpowiedzUsuń
  2. Pozdrawiam Aguś! /Marika

    OdpowiedzUsuń