poniedziałek, 23 lipca 2012

Oddech

Uf... kilka dni oddechu, bo mam przerwę w wakacyjnej pracy dodatkowej. Może wreszcie zmobilizuję się i umyję okna? Może chociaż to tarasowe? Najbardziej widoczne dla letnich spacerowiczów nad rzekę – hi hi.
W łykend wybyliśmy do naszej uroczej stolicy – syn po zakwalifikowaniu się na studia jedne i drugie, dokonał ostatecznego wyboru co do miejsca swojej nauki przez najbliższe 5 lat. Pewnie miałam okazję pierwszy i ostatni raz być na jego uczelni – wraz z nabyciem syna studenta, pozbyłam się obowiązku chodzenia na (zazwyczaj nudne) wywiadówki. Gmach Główny Politechniki Warszawskiej robi wrażenie, oj robi. Krótka wizyta w przyszłym michałowym mieszkanku, spotkanie z panem_fachowcem_remontowcem i już śmigaliśmy do domku. Po drodze zahaczając o pana wikliniarza, u którego kiedyś tam Marko zamówił wysoki kosz na drewno kominkowe.
Wieczorkiem wybyłam na coroczne spotkanie babskie z Koleżanką Miejscową i Koleżanką Włoską. Straaasznie fajne są takie spotkania. Policzyłyśmy sobie zmarszczki pod oczami, pośmiałyśmy się z naszych szkolnych wspomnień, poopowiadałyśmy co tam u nas nowego, no a z nieznaczną pomocą wyskokowych napojów rozweselających poczyniłyśmy śmiałe plany wiosenne, pod kryptonimem „MWWW” czyli mały włoski weekend wiosenny u Reni ;) Zobaczymy, zobaczymy. W każdym razie słoikowa skarbonka na ów cel założona, a co z tego wyniknie – czas pokaże.

Przy okazji, niespodziewanie dowiedziałam się, że Koleżanka Miejscowa... czyta mojego bloga. Dziwne to uczucie: niby pisząc mam świadomość, że ktoś to czyta, a jednak... blogowanie niby anonimowe, ale anonimowym nie jesteś. Gdy przed laty usłyszałam o zjawisku pt. blog = pamiętnik w sieci, to w głowie nie mieściło mi się, że to co kiedyś notowało się w skrzętnie skrywanym brulionie, teraz wywala się na szpaltę internetowego wszechświata. Jak widać i ja zdanie zmieniłam... Dlaczego? Bloga założyłam właściwie przez przypadek i pierwotnie z zamysłem zamieszczanie swoich prac artystycznych. Ale ja zawsze lubiłam pisać i jakoś tak samo poszło! Nie chce mi się szukać odpowiedzi na to pytanie. Dociekać i dorabiać do tego filozofii. Piszę i już. Dla siebie, bo czasami chcę zatrzymać jakieś chwile, wrócić do nich, a czasami po prostu lubię warsztatowo bawić się słowem. A może to wszystko jest światem fikcji, wszak w podpisie mojego bloga widnieje klauzula: „zbieżność z rzeczywistością miejscami przypadkowa” – może faktycznie tak jest?

A Asi dziękuję za ciepłe słowa – człowiek jest próżny, zazwyczaj bardzo skory do słuchania miłych słów pod adresem tego co robi. I trzymam kciuki za to aby zdecydowała się założyć bloga ze swoimi pięknymi pracami scrapkowymi. Na pewno będę go wówczas wszystkim polecała! Bo Asia scrapuje nietuzinkowo, ma swój styl. I cały czas się rozwija.

U mnie też twórczo, twórczo.
Z okazji panującej mody ślubnej na „wino zamiast kwiatka” powstały kolejne butelki, na „zamówienia” znajomych wybierających się na wesela wszelakie:



Z okazji różnych spotkań koleżeńskich, powstały buteleczki takie o (dla Wieśka, Reni, Asi i ostatnia dla Wandy):



I to by było na tyle. Lecę, bo wiadereczko jabłek czeka na smażenie i suszenie. No może strzelę jeszcze jedną małą kawę. Na dobry rozruch.

– – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – – –
(Po kliknięciu na fotki – otworzą się w większym rozmiarze)Butelkowe ozdoby

1 komentarz:

  1. Śliczne ubranka mają owe buteleczki a i zawartość pewnie pyszna.

    OdpowiedzUsuń