poniedziałek, 13 sierpnia 2012

Teleportacja w toku

Całkiem z rozpędu zrobiłam mrożoną kawę. Brzękniecie kostek lodu o zęby szybko mnie i orzeźwiło, i otrzeźwiło, i zmroziło na dodatek. Zaparzyłam nową filiżankę, tym razem gorącą, z podgrzanym mlekiem. Od razu cieplej. Bo upały nagle się wzięły i zabrały, i tyle je widzieli. Podobnież mają wrócić. Oby. Już nie wspomnę o tym, że jesteśmy z Kotleciorami umówieni na obserwowanie deszczu perseidów. Poprzez chmury pewnie się nie da...
Poza tym trenuję uparcie teleportację, ale coś mi nie idzie :(

1 komentarz: