piątek, 3 sierpnia 2012

Jakoś trzeba się odstresować

Mrożoną kawą, bardzo mrożoną, wypijam na zacienionym tarasie. W ostrym słońcu stoi jasna, drewniana ławeczka bujana, blada, bidulka, ledwo heblowanym drewnem. Zamierzam zanurkować z samego brzegu tego cudnego cienistego miejsca, w gorącą czeluść ogródka. Postanowiłam sobie bowiem, że sama ławeczkę wybejcuję. Marko dziś będzie pochłonięty przygotowaniami do wyprawy na nocnego suma, nie w głowie więc mu będzie nasza ławeczka–bujaweczka. No bo wiadomo, musi chłop naszykować zapas zimnego piwa, kiełbasę na ognicho, moskitierę ochroną na nocne szubrawce fruwające nad rzeką. A! no i oczywiście jakieś wędki i przynęty zapewne, zapewne też.
Wczoraj Pan Szanowny Fachowiec Remontowiec przesłał nam kosztorys remontu mieszkania warszawskiego i tak sobie po cichutku myślę, czy to jest sens by dziecię na studia szło i niepewny rynek wykształconych mgr inż. zasiliło, nie lepiej by się wzięło za malowanie, glazurowanie i te pe i te de. Bo wnioskując po kosztorysie, to takąąą kasę można zarobić, że hoho!
Idę malować tę ławeczkę – raz się odstresuję, dwa ciut opalę, o!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz